Asteriks #15: Niezgoda – René Goscinny, Albert Uderzo

PRZYJACIELE CZY WROGOWIE


Piętnasty tom „Asteriksa” to ważny dla mnie album, bo był jednym z dwóch, które w swojej szczenięcej kolekcji komiksów posiadałem z tej serii. Ale nie ma to większego znaczenia, bo czy patrząc na niego poprzez różowe okulary wspomnień, czy też chłodnym okiem, to kolejna znakomita część świetnego cyklu. I jednocześnie kolejna jego odsłona, którą gorąco polecam każdemu, kto tylko lubi dobre opowieści niezależnie od formy.

 

W Rzymie trwa walka na szczytach władzy. Cezar chce pieniędzy i wojska na nowe wyprawy, ale opozycja ma inne plany. Uważa bowiem, że najlepiej byłoby najpierw zaprowadzić porządek na terenach już podbitych, a dokładniej w Armoryce, gdzie znajduje się wioska naszych dzielnych Galów, którzy nigdy nie poddali się rzymskiej władzy. Jak tego jednak dokonać, kiedy Asteriks, Obeliks i cała reszta dysponują magicznym wywarem, który zapewnia im nadludzką siłę? Cóż, skoro nie da się przemocą, trzeba… podstępem! I tak oto do wioski trafia Tuliusz Destrukcjusz, który ma skłócić Galów. Szybko mu się to udaje, niezgoda zaczyna panować w wiosce, która zawsze, choć chętna do walki, pozostawała spokojnym miejscem… Ale czy to wystarczy, by pokonać naszych niepokonanych bohaterów? I jakie będą konsekwencje tych działań?

 

Cóż w tym miejscu mogą powiedzieć? Jak zawsze w takich przypadkach, także i tu łatwo jest się domyślić rozwoju wypadków i zakończenia. Ale przecież o to zawsze chodziło w tego typu dziełach. Każdy tom „Lucky Luke’a” musiał kończyć się pokonaniem zła i odjazdem naszego bohatera w kierunku zachodzącego słońca. Każdy tom „Asteriksa” też kończy się zwycięstwem naszych bohaterów, po którym następuje zwyczajowa uczta przy ognisku, na tle zachodzącego słońca. Liczy się więc nie finalne zaskoczenie, a zabawa, jaka następuje przed. Przygodowa komedia pomyłek, pełna akcji i humoru, nie wolna od satyry i przesłania, ale przesłania podanego w sposób nienachalny i absolutnie trafiony.

 


I trafiona jest także sama szata graficzna. Komiksy, do których scenariusze pisał Goscinny, zawsze były znakomicie ilustrowane, „Asteriks” jednak to rzecz narysowana najlepiej z nich wszystkich. Cartoonowa prostota łączy się z solidną dawką detali, dzięki czemu w ręce czytelników trafia rzecz wpadająca w oko. A jaki ma klimat! Jaki urok! Jaską ponadczasową siłę – także wymowy i żartu! Jak tu tego nie cenić?

 

W skrócie, album ten, jak i pozostałe z serii, zachwycają właściwie na każdym polu, dlatego polecam je gorąco Waszej uwadze. To świetne, ponadczasowe opowieści dla całej rodziny, do których chce się wracać. I nie ważne ile macie lat.

Komentarze