Piętnasty tom „Asteriksa” to ważny dla mnie album,
bo był jednym z dwóch, które w swojej szczenięcej kolekcji komiksów posiadałem
z tej serii. Ale nie ma to większego znaczenia, bo czy patrząc na niego poprzez
różowe okulary wspomnień, czy też chłodnym okiem, to kolejna znakomita część
świetnego cyklu. I jednocześnie kolejna jego odsłona, którą gorąco polecam
każdemu, kto tylko lubi dobre opowieści niezależnie od formy.
W Rzymie trwa walka na szczytach władzy. Cezar chce
pieniędzy i wojska na nowe wyprawy, ale opozycja ma inne plany. Uważa bowiem,
że najlepiej byłoby najpierw zaprowadzić porządek na terenach już podbitych, a
dokładniej w Armoryce, gdzie znajduje się wioska naszych dzielnych Galów,
którzy nigdy nie poddali się rzymskiej władzy. Jak tego jednak dokonać, kiedy
Asteriks, Obeliks i cała reszta dysponują magicznym wywarem, który zapewnia im
nadludzką siłę? Cóż, skoro nie da się przemocą, trzeba… podstępem! I tak oto do
wioski trafia Tuliusz Destrukcjusz, który ma skłócić Galów. Szybko mu się to
udaje, niezgoda zaczyna panować w wiosce, która zawsze, choć chętna do walki,
pozostawała spokojnym miejscem… Ale czy to wystarczy, by pokonać naszych
niepokonanych bohaterów? I jakie będą konsekwencje tych działań?
Cóż w tym miejscu mogą powiedzieć? Jak zawsze w
takich przypadkach, także i tu łatwo jest się domyślić rozwoju wypadków i
zakończenia. Ale przecież o to zawsze chodziło w tego typu dziełach. Każdy tom
„Lucky Luke’a” musiał kończyć się pokonaniem zła i odjazdem naszego bohatera w
kierunku zachodzącego słońca. Każdy tom „Asteriksa” też kończy się zwycięstwem
naszych bohaterów, po którym następuje zwyczajowa uczta przy ognisku, na tle
zachodzącego słońca. Liczy się więc nie finalne zaskoczenie, a zabawa, jaka
następuje przed. Przygodowa komedia pomyłek, pełna akcji i humoru, nie wolna od
satyry i przesłania, ale przesłania podanego w sposób nienachalny i absolutnie
trafiony.
I trafiona jest także sama szata graficzna.
Komiksy, do których scenariusze pisał Goscinny, zawsze były znakomicie
ilustrowane, „Asteriks” jednak to rzecz narysowana najlepiej z nich wszystkich.
Cartoonowa prostota łączy się z solidną dawką detali, dzięki czemu w ręce
czytelników trafia rzecz wpadająca w oko. A jaki ma klimat! Jaki urok! Jaską
ponadczasową siłę – także wymowy i żartu! Jak tu tego nie cenić?
W skrócie, album ten, jak i pozostałe z serii,
zachwycają właściwie na każdym polu, dlatego polecam je gorąco Waszej uwadze.
To świetne, ponadczasowe opowieści dla całej rodziny, do których chce się
wracać. I nie ważne ile macie lat.



Komentarze
Prześlij komentarz