Muminki na Riwierze (film)

MUMINKI, JAK BYĆ POWINNY

 

„Kometa nad Doliną Muminków” to nie tylko pierwszy film, na jakim byłem w kinie, ale i po prostu prawdziwa rewelacyjna kreskówka – mądra, klimatyczna i doskonale wykonana. No cudeńko, niedawno odświeżałem i nadal robi wrażenie. A potem sięgnąłem po dość nową rzecz, „Muminki na Riwierze” i… No i fajnie, świetnie. Inaczej, wierniej genialnej klasyce komiksowej, niż równie genialnej animacji serialowej, ale nadal świetnie. Więc nie sugerujcie się ocenami (i narzekaniami ludzi, którzy mówią, że to nie „Muminki” i że brak im właściwego charakteru, nie mając pojęcia, o czym właściwie mówią) tylko obejrzyjcie, bo warto.

 

W życiu Muminków, jak zwykle, wiele się dzieje. Tym razem wybierają się na Riwierę, nie mając najmniejszego pojęcia z czym to się będzie wiązać. Wrzuceni w sam środek blichtru i luksusu, będą próbowali odnaleźć się w tym obcym dla nich środowisku i… No właśnie, co dalej?

 

Więc tak – najpierw były książki o Muminkach od Tove Jansson, a potem ta sama autorka, pod koniec lat 40. XX wieku, zaczęła robić komiksy z tymi bohaterami. Zaczęło się od gazetowej adaptacji „Komety nad Doliną Muminków” i… I na tym się skończyło, bo lewicowi czytelnicy uznali Muminki za zbyt burżuazyjskie i gazeta nie chciała już drukować dzieła autorki. Ale, kiedy książki o Muminkach na początku lat 50. XX wieku zostały przełożone na angielski i zyskały sławę, pojawiła się okazja, by Tove wróciła do tworzenia pasków komiksów. I tak od 1952 zajęła się właśnie nimi, a trzy lata później ukazała się opowieść „Muminki na Riwierze”. To tak w skrócie. Warto jednak dodać, że te komiksy to była taka bardziej muminkowa wariacja, niekanoniczna względem książek.

 


No i docieramy w końcu do niniejszego filmu, który jest naprawdę wiernym przełożeniem komiksowych pasków na język filmowy. Chociaż pierwowzór Jansson był czarnobiały, animacja wygląda, jak jej kreska. I dobrze oddaje ducha pierwowzoru, który balansuje między opowieścią familijną, komedią i satyrą z prawdziwego zdarzenia. Duch komiksów został uchwycony i zachowany, całość ma urok i dojrzałość. I naprawdę ładnie wygląda. Okej, to nie stare animowane „Muminki”, ale i nie miały nimi być, za to o niebo ładniejsze to, niż polskie poklatkowo animowane twory, które ciężko jest strawić.


Więc jeśli lubicie „Muminki” – te prawdziwe, od Tove, nie tylko animację z lat 90. XX wieku – obejrzyjcie koniecznie. Film przeszedł bez większego echa, ja trafiłem na niego przypadkiem, ale wart jest uwagi. Szczególnie teraz, gdy już od jakiego czasu mamy na sklepowych półkach wszystkie komiksy autorki. Fajny dodatek do nich, ale i przede wszystkim udana produkcja filmowa.

Komentarze