Der Mond (artbook) – Yoshiyuki Sadamoto

FLY ME TO THE MOON

 

Recenzować artbooki to jak próbować słowami opisać komuś wygląd danego koloru albo smaku, którego do niczego porównać się nie da. Mija się to z celem, bo to po prostu trzeba zobaczyć i nic, co ktokolwiek powie, tego nie zastąpi. Są jednak takie dzieła, które aż chce się omówić, choćby kilkoma słowami. I do nich należy „Der Mond”, zbiór grafik Yoshiyukiego Sadamoto, artysty kojarzonego przede wszystkim z pracy nad „Neon Genesis Evangelion”. Zbiór, który autentycznie potrafi zachwycić, choć jeśli czytaliście mangę „NGE”, znaczna część prac tu ukazanych jest już Wam znana.

 

Chociaż wszystko sugeruje, że „Der Mond” to artbook poświęcony „Neon Genesis Evangelion”, prawda o nim jest taka, że to po prostu zbiór prac Sadamoto z tamtego okresu. „NGE” przeważa, ale są tu też inne ilustracje. Choć, oczywiście, najlepiej wypadają te z bohaterami „Evangeliona”, a z Rei już w szczególności – widać kogo autor faworyzuje.

 

Jeśli chodzi o ogólna zawartość, to mamy tu przedruk kolorowych grafik z pierwszych tomików mangi – łącznie z kolorowymi stronami samej mangi – dużo prezentacji postaci, nieco szkiców i część, która dla mnie osobiście wypada najlepiej, czyli plakaty i okładki filmów. Tu znajdziecie genialnie wykonaną ilustracje z Rei jako Lilith, skąpaną w czerwieniach. Wszystkie te grafiki wierne są estetyce „NGE” – mamy zatem i klimat, i mecha, i walki – i erotykę także. Najważniejsze jednak jest ich nastrojowe wykonanie, które z miejsca wpada w oko.


Oczywiście nie brak tu także niezwiązanych z serią prac autora. Tu też dominują ładne dziewczyny, nuta erotyki, zachłyśnięcie się technologią i sporo męskich elementów – samochody, motory, statki kosmiczne. Jest widowiskowo, jest mile dla oka, chociaż mniej jest tu grafik, które robią takie wrażenie, jak w części poświęconej „Evangelionowi”. Nadal jednak wypadają znakomicie i dobrze pokazują ogół twórczości Sadamoto.

 


Jeśli cenicie dobre artbooki, a przede wszystkim prace Sadamo i samo „NGE”, koniecznie poznajcie „Der Mond”. Znam piękniejsze artbooki (choćby wydany po polsku „Chobits”), tak jak znam lepsze anime od „Neon Genesis Evangelion”, a jednak ma w sobie ten magiczny feeling, który sprawia, że potrafi zaprzeć dech w piersiach.

Komentarze