No i stało się coś, czego się nie spodziewałem. Po
długich latach, po tym, jak bez większej nadziei marudziłem sobie w tekstach,
że można by po polsku, że przecież fajnie by było i w ogóle, nagle pojawia się
artbook. Taki z prawdziwego zdarzenia. No i fani dopiero co zakończonej serii
„Miecz zabójcy demonów” mają się z czego cieszyć, bo to właśnie do niej jest
ten dodatek. I wiadomo, wybór mógłby być lepszy, bo jednak autorka „Kimetsu”
operuje dość prostym stylem i grafiki tutaj nie wybijają się ponad poziom
okładek czy kolorowych grafik otwierających tomiki, ale… No cieszę się, jak
choroba i bardzo fajnie, że coś takiego ukazało się po polsku.
Recenzować artbook to trochę bezsensowne zajęcie.
No bo co właściwie można powiedzieć? Opisać same grafiki, styl, porównać,
spoko, logiczne, ale ile się z tego wyciśnie? Pogrupować to można, że tu np. są
bardziej na luzie, na lekko i łagodniejsze, a tam mamy te mroczniejsze i z
klimatem – oczywiście o ile sam artbook jakoś to wszystko rozdzielił – ale… No
szybko kończą się rzeczy, o których można by mówić, ale spróbujmy.
Więc tak, zawartość podzielona została na konkretne
działy. Na początek dostajemy ponad pięćdziesiąt stron nowych kolorowych grafik
– plus bardzo ładną rozkładówkę na wstępie. Po nich czekają na nas rzeczy już
znane, ale… No właśnie, mamy tu grafiki z okładek, a także kolorowe strony z
samej mangi, które w tomikowym wydaniu były czarnobiałe i te drugie to dla
fanów gratka. Kolorowe ilustracje otwierające tomiki też się tu znalazły, przedrukowane
w wielkim formacie, a obok tego masa rysunków w kolorze i czerni i bieli. Tych czarnobiałych
pod koniec jest więcej, kiedy docieramy do działu z ilustracjami ekskluzywnymi.
Wszystko wieńczą wspominki, wśród których mamy kalendarium wydarzeń, a także
typowe dla artbooków omówienia ilustracji. Na posłowie miejsce się też
znalazło.
No ale nie zapomnijmy o wydaniu, bo to jest świetne.
Artbook ma solidne wymiary – A4 (a dokładniej 210×298 mm) – papier kredowy, na którym
grafiki prezentują się znakomicie, do tego obwoluta o fajnej fakturze (wzorek à
la tekstura płótna)… Super to się prezentuje, popatrzeć jest na co, bo jednak
może i autorka operuje stylem dość prostym, ale zyskuje on w takim formacie i
wydaniu, a i dla fanów serii to po prostu przepiękny dodatek do zakończonego
już cyklu. Coś co musi znaleźć się na ich półce. No i coś, co spodoba się fanom
japońskiej popkultury, bo artbooki w tym kraju to rzadkość, więc już samo to,
że jakiś pojawił się na tynku po tylu latach stanowi duże wydarzenie. Oby więcej
serii dostało taki dodatek (ok, widziałem, że coś tam jeszcze niedawno po polsku wyszło, ale nic szczególnego i nawet nie obiło mi się dotąd o uszy, choć tematem się interesuję), bo niektóre bardzo na to zasługują.
A na razie mamy artbook „Kimetsu” i ja się cieszę. Fajnie
się czytało serię, przyjemnie oglądało anime, a teraz można jeszcze raz wrócić
do tego wszystkiego i odkryć to i owo w zupełnie nowej jakości, która naprawdę
dobrze robi odbiorcy.
Dziękuję wydawnictwu
Waneko za możliwość przeczytania artbooka.





Komentarze
Prześlij komentarz