AWANTURY
KOSMICZNE I AWARAMISY
„Klejnoty śmierci” to druga część jednego z
najlepszych dokonań mistrza powieści młodzieżowej, Edmunda Niziurskiego, czyli
tzw. „Trylogii Odrzywolskiej”. Przygody czterech nastolatków, którzy potrafią
wpakować się w nie lada kłopoty to kawał solidnej, lekkiej i uroczej opowieści
dla młodszych odbiorców, która doskonale sprawdza się zarówno jako propozycja
wakacyjna, jak i lektura w sam raz na odreagowanie w trakcie trwania roku
szkolnego. Codzienne problemy młodych ludzi, zagadki i dużo humoru, jak zwykle
sprawdzają się niezawodnie. I chociaż powieść doczekała się poważnych zmian
względem pierwszego, opublikowanego blisko 40 lat temu wydania, pozostało w
niej wszystko to, co najlepsze.
Tomek Okist, Zygmunt Gnacki zwany
"Gnatem", Aleksander Kleksiński - "Kleksik" i Maciej
Kwękacz określany mianem "Kękuś" to czterej przyjaciele chodzący do
szkoły podstawowej im. Rejtana w Odrzywołach. Wspaniali, Rejtaniacy czy
jakkolwiek jeszcze by o nich nie mówić, stają teraz w obliczu kolejnej zagadki.
Całkiem niedawno musieli zmierzyć się z tajemnicą niezwykłych (przynajmniej jak
na tę spokojną miejscowość) zdarzeń, jakie miały miejsce w piwnicach
tutejszego, opuszczonego browaru, teraz muszą rozgryźć postać nowego woźnego.
Kiedy bowiem w szkole zaczynają dziać się dziwne rzeczy, chłopcy podejrzewają
właśnie jego; Bambosz (jak wszyscy nazywają mężczyznę) ma w końcu ciekawą
przeszłość. Niestety popadają z tego powodu w konflikt z dyrektorem. Czy uda im
się odkryć tajemnicę woźnego? Co z tym wszystkim mają wspólnego bliskowschodnie
klejnoty zwane „arawamisami”? I co wyjdzie z zainteresowania Tomka piękną
Matyldą?
Teraz już takich książek się nie pisze – powtarzam
to zawsze, kiedy przyjdzie mi omawiać tytuły młodzieżowe z czasów PRL-u (a
przynajmniej prawie zawsze, żeby nie być zbyt monotematycznym). I jest to
szczera prawda, nie ważne, że cenię tak wiele współczesnych powieści
reprezentujących ten gatunek. Są udane, są urocze i ciekawe, jednak najczęściej
ich największą siłą jest to, że wyrosły na gruncie klasyków pokroju Nienackiego,
Makuszyńskiego czy Niziurskiego właśnie. Różni je jednak zasadnicza rzecz – są
współczesne, więc analogicznie ich akcja także jest osadzona w czasach
obecnych. Dla młodych czytelników jest to z pewnością rzecz atrakcyjna, bliższa
ich rzeczywistości, ale najczęściej tego typu tworom brak jest duszy. A
„Trylogia Odrzywolska” ową duszę jednak posiada – nie potrzeba efekciarstwa,
skoro jest wyobraźnia - a jej prostota, dziecięca wręcz naiwność i
nostalgiczność przemawiają nie tylko do dzieci, ale także i dorosłych, co jest
kolejnym pozytywem.
Stylistycznie powieści Niziurskiego są takie, jak
ich treść: proste. Proste, ale nieinfantylne, nawet jeśli mają bardziej naiwne
momenty. Owszem w „Klejnotach śmierci” zdarzają się drobne spadki formy, jednak
nie są one niczym, co mogłoby przeszkodzić w lekturze. Szczególnie, że sama
akcja, humor i emocje wciągają tak bardzo, iż czytelnik nie zastanawia się nad
tym wszystkim, tylko daje się porwać lekturze.
Warto jednak nadmienić, że niniejsza powieść nie
jest tą samą, którą niemal 40 lat temu mogli czytać pierwsi odbiorcy.
Pierwotnie, choć książka opowiadała tę samą historię, nosiła tytuł „Awantury
komiczne” i była opowieścią bardziej pesymistyczną i przesyconą odwołaniami do
współczesnej sytuacji w kraju. W późniejszych edycjach mnóstwo elementów uległo
zmianie, pozostała jednak wciąż ta sama urzekająca przygodowo-obyczajowa
opowieść, którą mimo upływu dekad wciąż czyta się w wypiekami na twarzy. Jak
zwykle w przypadku tego autora polecam bardzo gorąco i zachęcam do poznania
także innych jego dzieł – są tego warte.



Komentarze
Prześlij komentarz