SZKLANE SCHODY MIŁOŚCI
I trzeci tomik. Chyba mój ulubiony. Szklane schody
to w ogóle jeden z tych momentów, które zapadają w pamięć i zostają z
człowiekiem na lata. Poza tym to kwintesencja tego, czym ta seria jest –
bohater idzie po pękających schodach, raniąc się coraz bardziej, byle ratować
dziewczynę, którą kocha, a ta naga, spętana przez zaawansowaną technologię,
czeka na ocalenie. Droga jednak jest długa, wyzwań wiele, a koniec niepewny. No
i jeszcze emocje, bo emocje w tym tomie to już taka siła, że po prostu się nimi
żyje – jeśli nie żyliście nimi do tej pory, jakimś cudem.
Zaczyna się wielka walka o Ai! Walka, którą Yota
musi stoczyć samotnie. Wciągnięty do miejsca, z którego pochodzi jego ukochana,
dostaje szansę odzyskania Ai, ale będzie musiał dotrzeć do niej i ją uwolnić.
Proste? Nie, kiedy droga jest tym, jak wygląda jego miłość – szklanymi,
kruchymi schodami, które rozpadają się i ranią go przy każdym kroku. Do tego na
jego drodze stają przeszkody w postaci ludzi, którzy są dla niego ważni i…
Właśnie, czy Yota podoła? I ważniejsze pytanie, co będzie potem…
I ten tom opowiada i o tym, i o tym. Początek to pójście w akcje i emocje. Zaczyna się mocnym pier… znaczy trzęsieniem ziemi, a potem… Potem pozornie jest tylko spokojniej, bo kończy ise pewien etap, zaczyna nowy, na scenę wskakują nowe postacie, które zaczynają mieszać w życiu Yoty, a tu jeszcze wraca… No to już sami zobaczycie. Ale chociaż wraca temat szkolnego życia, rozwijane są relacje między postaciami, nad wszystkim wisi chmura niepokojącej atmosfery i napięcia. Smutku też tu nie brakuje, takiego zawodu, rozczarowania, ale też i pewnej dobijającej ponad to nuty. Oczywiście jest też humor, jest też sporo lekkości i pewnej nadziei, ale to tylko podkręca emocje jeszcze bardziej.
No i jest erotyka. I o tym chciałem w końcu szerzej, bo pojawia się okazja. Jaka? A taka, że ten tomik istnieje też na rynku japońskim w wersji z cenzurą (jako jeden z dwóch „VGA”) – o cenzurze jednak będzie kiedy indziej – więc o zawartości seksu w nim aż prosi się pogadać. Ogólnie golizny jest sporo, ale łagodnej, spod szyldu ecchi (czyli tematu sporo, otwarcie pokazanego, piersi, pośladki, ale bez stosunków seksualnych) i panchiry (czyli ciągłego pokazywania majteczek). Do takich scen pretekstem jest tu wszystko, od głupich żartów i zakładów, kończących się macankami czy pokazywaniem tego i owego, przez pogodę, gdy wiatr podwiewa spódniczki, po sceny akcji, kiedy to bohaterki upadają odsłaniając ile się da (albo niszczy się sporo ich ubrania). Wbrew pozorom jednak w wykonaniu Masakazu nie czuje się tu wysilenia, naciągania czy trącącej absurdem głupoty. Wszystko to wypływa naturalnie, nie burzy rytmu opowiadania i pasuje do całej historii. A i miewa w sobie spory potencjał komediowy.
No i nie zapomnijmy przy okazji o anime. Bo takowe powstało, co prawda tylko krótka seria, ot sześć epizodów, zbierających fabułę z pierwszych trzech tomików (tego trzeciego to tylko sam początek) i dodające im zakończenie (jak ktoś chce spoiler, to mamy tu happy end, podczas gdy w mandze akcja dopiero nabiera tempa), ale fajna. Nie tak, jak manga, ale oglądające też super się bawiłem, więc wspominam. Przy okazji powstało jeszcze parę innych adaptacji, jak film live action czy seriale z lat 2018-2019, ale to już temat na inną okazję.

Komentarze
Prześlij komentarz