NOWY
BIAFRA
Chwila przerwy, parę lektur, które musiałem albo
miałem ochotę zaliczyć no i jestem. Wróciłem do „Pomnika Cesarzowej Achai” i najpierw
myślałem, że jeszcze dobrze pamiętam jedynkę, ale zacząłem czytać i… Dobra,
albo ja czegoś nie pamiętam, albo jednak nie ten tom wziąłem. Ale pamiętałem. I
ten wziąłem. Po prostu Ziemiański wziął i ciepnął bohaterów – a zwłaszcza Shen
– w nieoczekiwane miejsce i musimy odnajdywać się tu z nimi, jak odnajdywać się
z nimi musi ten świat. Fajnie to wyszło, w sumie jak zawsze, bo nawet jak autor
coś tam naciąganego czy nieprzekonującego wciśnie – a i tu mu się to zdarza,
choćby wątek z penicyliną – jego książki mają w sobie zadziorny, wyluzowany
urok i są przyjemnie pisane. No i taki właśnie jest ten tom, drugi „Pomnika”, a
piąty już ze świata „Achai”.
Akcja dzieje się krótko po poprzednim tomie.
Tomaszewski i reszta jego ekipy – polskich żołnierzy ze świata za Górami
Pierścienia, którzy trafili do świata „Achai” – powoli odnajduje się w nowej
rzeczywistości. Dzięki wyleczeniu ugryzionego przez węża człowieka, zyskują
sławę i znaczenie i tak trafiają na dwór, gdzie mają uleczyć syna władcy. Syna,
który umiera i nawet oni nie mają lekarstwa na jego przypadłość? A może jednak?
Tymczasem Shen trafia do więzienia – jednego z
najgorszych, do jakiego mogła trafić. Takiego, z którego się nie wychodzi.
Zaawansowany wojskowy sprzęt, który ma przy sobie zwraca uwagę Randa, asystenta
cesarzowej, który próbuje dowiedzieć się prawdy o dziewczynie i tym, dlaczego
właściwie jest skazana. Czyżby ktoś chciał ją tu ukryć? A jeśli tak, to
dlaczego? Co takiego ona i jej oddział odkryły? Jaką misję wypełniły, tracąc
życie? I jaki sekret skrywa ten jeden, poszukiwany przez wszystkich, pomnik cesarzowej Achai? Pytań przybywa, a sytuacja na dworze komplikuje się i…
Stęsknił się Ziemiański za postacią cwaniaka Biafry
– kto zresztą nie, fajny to był bohater – bo serwuje nam powtórkę z niego w postaci
Randa, kolejnego cwaniaka żyjącego z plotek i kombinacji na najwyższych szczeblach,
chociaż nieco innego, niż tamten. Zresztą nie ukrywa tego, otwarcie o Biafrze w
tym kontekście wspominając w samej treści. Powtórka z rozrywki? Tak, ale takie
kotleciki to mi może Andrzej odgrzewać, bo dobrze mu to wyszło. Ale i tak
najciekawsze są inne sprawy i na nich tom też się skupia, ale na ile w nie
wnika – zwłaszcza, że przed nami jeszcze trzy cegły tej serii – nie zdradzam,
acz fajnie leci to wszystko, nawet jeśli znów konkluzja brzmi w stylu „oto
zmienia się przyszłość prowadzenia wojen”.
Ale, choroba, to się dobrze czyta. Fajny miks fantasy,
historii, alternate history, gdzie mamy… A co tam, sami zobaczycie. Sporo dzieje
się w tym tomie, sporo też jest gadania, ale w gadaniu Ziemiański jest dobry i
nie nudzi. Czasem za dużo wszystko tłumaczy, ale to taki typ nauczyciela, który
się pasjonuje swoim przedmiotem, więc opowiada obszernie, rozlegle, wszystko
musi doprecyzować, wyjaśnić, nawet jeśli coś rozumie się samo przez się. Ważne,
że robi to tak, że nadal chce się czytać. No to czytam. Czy od razu złapię za
kolejny tom? Zobaczymy, ale przy tym bawiłem się dobrze i mam ochotę lecieć
dalej, choć nie wiem jeszcze w jakim tempie.

Komentarze
Prześlij komentarz