Gigant Poleca #267: Elektryczna 313 - Maya Åstrup, Massimo Fecchi, Giulio D'Antona, Marco Mazzarello, Gabriele Panini, Massimo Asaro, Marco Nucci, Stefano Intini, Andrea Maccarini, Francesco Vacca, Lucio Leoni, Marco Bosco, Giampaolo Soldati, Massimiliano Valentini, Marco Palazzi, Alex Bertani, Vito Stabile, Vitale Mangiatordi, Enrico Faccini, Riccardo Secchi, Francesco D'Ippolito

SPIDER-GOOFY

 

I znów zapomniałem o premierze nowego „Giganta”. Bywa. Na szczęście już nie będę musiał pilnować, bo to już ostatni tom z historia stanowiącymi wariację na temat bohaterów Marvela, a głównie po to kupowałem te tomy. To pewnie jeszcze nie koniec, bo Marvel i Disney coś tam jeszcze razem kombinują, ale na razie można będzie nieco odetchnąć i sięgać tylko po wyjątkowe tomy. A ten taki nie jest. Fajna to rozrywka, ale jednak na typowym dla tej linii wydawniczej poziomi.

 

Co się dzieje w tym tomie? Na dobry początek Donald będzie musiał zmodernizować swój samochód, bo ten nie spełnia ekologicznych norm! Potem, między innymi oczywiście, czeka nas kolejne starcie Superkwęka z Braćmi Be, potem Goguś rusza do Włoch, by… właśnie, co na niego tu czeka? A jeszcze w innych komiksach Sknerus i jego ekipa trafią w kosmos, czeka też na niego rywalizacja z Kwakerfelerem, a Goofy zostanie ugryziony przez napromieniowanego Pająka i otrzyma w ten sposób moce!

 

No i całkiem niezłe jest to wszystko, ale jednak typowe. Historyjki są krótkie, czasem – jak ta ciekawa, bo rozbudowująca nieco postać Gogusia – nawiązują do innych, w Polsce niewydanych, częściej to samodzielne twory, ale wszystko jest lekkie, proste, sympatyczne i familijne, akcja, humor, przygody. Mało Myszki Miki zaliczam in plus, bo nie lubię, za to in minus zaliczyć muszę mocne złagodzenie originu Spider-Mana w wykonaniu Goofy’ego. (tematyka wujka Bena została tu całkowicie wypaczona, a szkoda, bo to clou opowieści, a wątek śmierci w Disneyu zawsze był obecny, od klasyki kinowej, na komiksach z Kaczkami – acz w wykonaniu Rosy – skończywszy). Nadal jednak sama historyjka wdzięczna jest i ma swój urok.

 


Podobnie, jak reszta. Nie ma tu wielkich czy wyróżniających się historyjek, jest prosta, rzetelna robota, jakiej wiele. Wszystko jest jak zawsze. Połączenie klasyki z nutą nowoczesności, bo graficznie – tak rysunkowo, jak i pod względem bardziej złożonej kolorystyki – zdarza się tu nie raz, że mamy do czynienia z robotą stawiającą na nieco więcej wizualnych fajerwerków. Ale ogólnie niemal wszystko ładnie tu wygląda, chociaż w historii o Spiderze, podobnie jak w większości tych z Marvelem kolaboracji, przesadzono nieco z tym wszystkim.

 


Dodawać nic więcej chyba nie trzeba. Niezły tom i tyle. Jak niezła jest cała ta seria. Czy do którejś historyki jeszcze kiedyś wrócę? Jako fan Spider-Mana na pewno, do tej o Gogusiu też pewnie. Czy do czegoś więcej? Raczej nie, ale chodzi o to, że tu i teraz bawiłem się nieźle, a o to przecież chodzi.

Komentarze