Avenging Spider-Man #15.1 – Christopher Yost, Paco Medina

PAJĘCZY MŚCICIEL

 

I oto kolejny zeszyt, którego po polsku nam poskąpiono. W sumie nie ma się za bardzo co dziwić, ani to ciekawe, ani ważne. Miało coś tam dodać, ale nie dlatego, że opowieść tego wymagała, ani też nie dlatego, że był na to wszystko pomysł – chodziło po prostu o to, by wypuścić jeszcze coś, co fani kupią. Bo śmierć Petera, przejęcie jego roli przez Ocytaviusa i to, co się z tymi wydarzeniami wiązało, rozpalało wyobraźnię – i wściekłość – fanów i zachęcało ich do sięgnięcia do portfela. Ale zanim wy sięgnięcie, wiedzcie, że to rzec zupełnie zbędna i nawet nie warta poznania pod względem jakości wykonania.

 

Akcja dzieje się dosłownie dzień po siedemsetnym numerze „Amazing Spider-Mana” (czyli po pierwszym polski tomie „Superior Spider-Mana”). Otto zabił Petera i przejął jego ciało, teraz uczy się jego codzienności, ale i powoli odnajduje się w nowej roli. A szykując się do przejęcia codzienności Parkera na każdym polu, jednocześnie sporo wspomina.

 

No i to w zasadzie tyle. Zeszyt dziejący się pomiędzy pierwszym a drugim tomem polskiego „Superiora” nie ma znaczenia, nic nie wnosi, w zasadzie przypomina nieco tego, co działo się do tej pory, ale to i tak znamy albo z czytania serii, albo przynajmniej z informacji podanych w samym „Superior Spider-Manie”, więc w zasadzie nic nowego tu się nie dowiecie. Co gorsza jednak, ciekawe też to wszystko nie jest, bo wszystko, co tu się znajduje, to rzeczy zbędne i wciśnięte jakby na siłę. Ot, jak cały ten numer, który nawet dostał osobną, poboczną numerację, co dobrze określa, jak daleko mu do bycia istotnym zeszytem.

 

Ot kolejny wyciągacz kasy z fanów. Ale o dziwo, nie powiem, że jest źle. Czyta się to nie najgorzej, leci szybko i w ogóle, ale jednocześnie pozostawia jakiś taki niesmak, bo zamiast takiej historyjki można było dać tu coś, co ma swoje miejsce i wagę. Całe „Ostatnie życzenie”, którego ten numer jest częścią, robiło spore wrażenie, wprowadzało wielkie zmiany i grało na emocjach, tu niemal nic z tego nie zostało. I nawet rysunki wypadają jakoś blado, choć starano się, by w miarę pasowało to do reszty serii. Więcej dodawać nie ma co. Zeszyt do pominięcia i zapomnienia.

Komentarze