RYWALIZACJA
SIĘ ROZKRĘCA
Trzeci tom „Achai” łyknąłem od razu, ale trochę
wolniej niż poprzednika. Nie, że wchodził słabiej, po prostu sporo innych
rzeczy na głowie i nie było kiedy łykać go w takim tempie, jakbym chciał. A
wspominam o tym, bo to pokazuje, że jednak dobrze jest z tą serią, że trzyma
poziom a Ziemiański nie zawodzi. Choć jeśli ktoś po finale poprzedniego tomu
liczył na garść szybkich odpowiedzi, ten niech uzbroi się w cierpliwość i po
prostu dać się porwać niespiesznie snutej, acz całkiem epickiej opowieści, gdzie
fantasty, nuta sci-fi, awanturnicza przygodówka z dawką romansu, historia wojenna
i parę innych rzeczy splatają się w fajną, wyjaśniającą sporo, ale i sporo wciąż
zostawiającą na potem opowieść rozrywkową. Ale rozrywkową z nutą czegoś ponad.
Coś stało
się z okrętem MS „Gradient”. Tomaszewski i jego ekipa wyruszają zbadać sprawę,
by przekonać się, że z pokładu zniknęła załoga, a cokolwiek tu się stało,
najwyraźniej kryje w sobie wielki sekret. A odnalezienie nagrań ostatnich chwil
jedynie wszystko komplikuje i zostawia więcej pytań, niż odpowiedzi. Co takiego
się tu wydarzyło? Dlaczego szukający odpowiedzi żołnierze zaczynają się coraz
dziwniej zachowywać? I czego boją się mieszkańcy wioski, do której najwyraźniej
trafił jedyny ocalały z „Gradienta”?
Tymczasem Shen wykonuje swoją misję. Odkrywając sekrety
magów sprzed wieków, natrafia na zaskakujące informacje, które mogą zmienić wszystkie,
co do tej pory wiedzieli mieszkańcy po obu stronach gór. Jednocześnie sława
dziewczyny wśród mieszkańców rośnie tym bardziej, im bardziej władza stara się
ją dopaść. Czy jednak rewolucja wypali?
Sytuacja z każdą chwilą się komplikuje, między poszczególnymi
polskimi siłami panuje nie tylko rywalizacja, ale i realizowanie własnych celów,
a wszyscy coraz bardziej zbliżają się do odkrycia prawdy…
Po opisie może wydawać się, że wiele dzieje się w
tym tomie, ale prawda jest taka, że przez te niemal osiemset stron wszystko
toczy się powoli, leniwie. Bohaterowie sporo gadają, analizują, co chwila są
bliscy wielkiego przełomu i poznania prawdy, ale te odwlekają się w czasie, a na
stronach panuje stagnacja. Nuda? Bynajmniej, czy Ziemiański pisze o cwaniakach
handlujących zużytą kawą, czy o kombinowaniu, jak góry przejść, fajnie pisze. Jego
pisarstwo to niewymagająca, lekka robota. Dość specyficzna mieszanka słów
potocznych i ambitniejszych, dopełnionych z jednej strony wojskowym żargonem, z
drugiej wulgarną reprezentacją fikcyjnego świata, to nic innego, jak taka
kumplowska gawęda. Może i czasem szyk zdania jest osobliwy, może i z przesadą
wyjaśnień, zwłaszcza kwestii wojskowych, ale nadal z lekkością, swobodą i
luzem, który nie nudzi. Nie jest to pisarstwo wysokich lotów, żadna literatura
z wyższej półki etc. Ale to miała być rozrywka, lekka, prosta, niewymagająca i
bawiąca. No i epicka. I jest.
A to coś ponad? A no to pewne obnażanie mechanizmów
władzy i prawd o armii, a przy okazji rewolucji, polityki i po prostu nas,
ludzi. Jest to w tym tomie, ale jednocześnie widać tu też pewien romantyzm w
postrzeganiu męskiej przygody – może i wojskowej, ale jednak przygody, gdzie ma
się siłę kumpli za sobą, rywali, z którymi można się zmierzyć, dwie kobiety,
między którymi ciężko wybrać, a do tego przygody, tajemnice, odkrywanie nowych
lądów, nowych światów, nowych rzeczy, jakich racjonalny świat nie zna. No i,
obowiązkowo tak dla gatunku, jak i prozy autora, Ziemiański dopełnia to pewną dawką
erotyki, o wiele łagodniejszej, niż w „Achai”, ale obecnej. A wszystko to
serwuje z rozmachem, z solidnym rozpisaniem, gdzie postaci i wątków się namnaża,
wraca też jeden bohater, którego trochę tu nie było, choć się o nim wspominało
i… No i jest tu parę rzeczy oczywistych, ot choćby wątek z naszą głuchoniemą,
który chyba miał zaskoczyć, a tego nie robi, bo to się czuło od samego początku
jej obecności w zasadzie, ale też i potrafi Andrzej zaskoczyć. W skrócie: jedna
z lepszych współczesnych rodzimych serii fantastycznych. I po prostu kawał
dobrej rozrywki.

Komentarze
Prześlij komentarz