Pomnik Cesarzowej Achai, tom 4 – Andrzej Ziemiański

 WOJNA Z JAJAMI

 

Czwarty tom „Pomnika cesarzowej Achai”, może i ździebko krótszy od poprzednika, ale też epicki. Rozpisał się tu Andrzej na sporo stron, pięć tomów liczących od 688 do 996 (tyle w kolejnej odsłonie będzie), ale co się dziwić, to pewnie wysoki pomnik był i pisać było o czym. A o czym Ziemiański pisze w tej części? A no dalej o tym samym, ale dorzuca parę drobiazgów, jak skoki na spadochronie czy wspinaczka wysokogórska. Przede wszystkim jednak dorzuca więcej, niż dotychczas humoru. Właściwie co dramatyczne, co mocne i w ogóle, przełamywane jest humorem. Trochę dziwi aż taka ilość, pewnie niejednemu będzie to zgrzytać, ale dobrze jest, poziom utrzymana, a zabawa nadal przyjemna i świetnie to wchodzi.

 

Po ostatnich odkryciach Polacy szykują się do akcji szpiegowskiej na innym kontynencie. Chcą odkryć tajemnicę przybyszów zza gór, którzy mówią po angielsku. Kim są? Jakie są ich cele? I o co w tym wszystkim chodzi? Przecież nie mogli użyć tej samej technologii, więc jak im się udało? Poza tym Polacy z misją udać się nie mogą, bo zostaną od razu rozpoznani nawet w obcym miejscu. Potrzeba kogoś stąd, ale kto sobie z tym poradzi? Jednocześnie w góry wyrusza misja, która ma pomóc dowiedzieć się więcej o wyprawach czarowników na drugą stronę gór i zdobyć ich szyfr i informacje. Co jednak odkryją wspinacze?

Tymczasem Rand musi w końcu coś wymyślić, by odbudować swoją pozycję na dworze. Jedyną nadzieją jest zlecenie zamachu na samego siebie, by wrobić w to siły specjalne, ale jak ktoś taki, jak on, tchórz i człowiek niezdolny do osobistego działania, może sobie poradzić w takiej sytuacji? Co więcej, nie wie jeszcze, co szykuje dla niego los…

Gdy wydarzenia łączą się i splatają, a nieoczekiwane sojusze zawiązują, akcja nabiera tempa, a pytań przybywa, choć zdawało się, że niemal wszystko już wiadomo. Co spotkało człowieka, który twierdzi, że wrócił z piekła? O co chodzi z dziwną machiną latającą, która w ogóle nie powinna istnieć? I do czego wszystko to doprowadzi?

 

Leci ta seria do przodu, oj leci. Jednocześnie wciąż to historia, gdzie więcej jest gadania, wyjaśniania, tłumaczenia – a to wszystkich tych wojskowych procedur, to znów tego, co i jak trzeba zrobić – czasem zbędnie, czasem z powtarzaniem tego, co już znamy (dywagacje nad tym, jak tu komu zasalutować, kiedy występuje albo konflikt stanowiska, albo sytuacji, mógł sobie oszczędzić), ale na szczęście serwuje nam to w stylu, który wchodzi szybko i przyjemnie. na tym etapie nie ma się co prawda rozwodzić nad opowieścią, wszystko co było w temacie do powiedzenia, zostało już powiedziana, a teraz historia toczy się rozpędem dalej, zmierzając ku wielkiemu finałowi.

 

Ale co można dodać to choćby fakt, że też i nieco za dużo wcisnął w to wszystko Ziemiański postaci. Czy wynika z tego chaos? Nie z samych bohaterów, ale faktu, że większość z nich jest taka sama więc w zasadzie w pewnym momencie zaczynają nam się mylić – wybijają się tylko te charakterne, a i to te, z którymi obcowaliśmy najdłużej, reszta jest, ale jakby nie było. No ale to literatura rozrywkowa, większość tak ma, nie kreacjami rzecz stoi, a akcją, sekretami i dobrą zabawą no i te są. Dobrze wchodzą, jest parę nowych atrakcji, jak ta wspinaczka, która fajnie wypada, nie powiem i… I tyle wystarcza. 

Komentarze