MIŁOŚĆ I
ŚMIERĆ W ANKH-MORPORK
Długi czas czytałem ten tom, ale nie dlatego, że słaby
jest czy mi nie podszedł. Wręcz przeciwnie, ale pojawiały się co chwila
lektury, które były dla mnie ważniejsze, pilniejsze i w ogóle, a że nie
brakowało wśród nich solidnych tomów, a i ja nieco mniej miałem ochoty na
opowieści komediowe, co przeczytałem parę stron, to „Zbrojni” znów lądowali na
uboczu i czekali na swoja kolej. I tak w końcu dobrnąłem do końca, doczytałem i
tak, jak pierwszy tom o straży nie do końca mnie kupił, tak drugi urzekł,
rozwalił i dostarczył naprawdę fajnych przeżyć.
Nadchodzi czas zmian. I to jakich. Po ostatnich
wydarzeniach (no dobra, po wydarzeniach z tomu „Straż! Straż!”) kapitan Vimes ma
przed sobą ostatnie dni swojej kariery. Zbliża się bowiem jego ślub, a wraz z
nim odejście ze służby. A tymczasem sama straż przechodzi swoistą restrukturyzację
– ma bowiem przystosować się do nowych czasów, wprowadzić równouprawnienie i
inne takie tam i tak oto w jej szeregi trafiają troll, krasnolud, a także
kobieta – i to taka, która skrywa pewien sekret. I już samo to wystarczyłoby, żeby
się działo, ale oto nagle dochodzi do serii zbrodni, w których giną kolejni
niby przypadkowi ludzie, ale tropy wiodą do Gildii Skrytobójców, gdzie coś
skradziono, ale nie wiadomo co i nikt nie chce niczego wyjawić. Vimes podejmuje
się śledztwa, nawet wbrew Patrycjuszowi, a sytuacja z każdą chwilą się
komplikuje. Jakby tego było mało, gdzieś tam ktoś poszukuje potomka dawnych
królów, a między Anguą – kobietą ze straży – a Marchewą, choć zaczyna się rodzić…
A no i jest jeszcze pewien cwany, śmierdzący pies, który zamiast szczekać,
mówi, ale to już osobny temat.
Pierwszy tom o straży fajnie mi wszedł, ale jednocześnie
nie była to najlepsza powieść z serii. Jakoś tak mało oryginalna treść, nastawiona
na akcję plus humor, którego jakby mniej było… Nadal bardzo fajna zabawa, ale
jakby mniejsze wrażenie robiła. A drugi zaskoczenie, bo jednak ciekawsza treść,
lepsze śledztwo, fajniejsze wątki i przede wszystkim humor. Tu znów jest go
dużo, jest cięty niczym ostrze skrytobójcy w mroku nocy, jest satyryczny i
trafiony. Sporo wątków rodem z thrillerów, zagadka, to, co dobre z fantasy i
specyfika świata dysku splatają się w część, która jest ujmująca, błyskotliwa
(retrofrenologowie!) i zabawna. I dobrze napisana. W sumie standard, ale
właśnie tego się po tej serii oczekuje i Pratchett nigdy nie zawodzi. A i
powroty lubianych postaci plus wprowadzenie kilku nowych, też fajnie zrobionych,
zawsze są in plus.
No to czy coś więcej trzeba dodawać? Zabawa
przednia, fajnie wykorzystane w niej zostały wszystkie gatunkowe – nie tylko
fantasy, ale i wszelkie te detektywistyczne sprawy – wchodzi miodnie i powiem,
że jak po pierwszym tomie o straży nie ciągnęło mnie mocno do czytania ciągu
dalszego, tak po tym jestem ciekaw, co tam Pratchett przygotował dla swoich
bohaterów. Ale na razie pora na tom o przygodach Śmierci, a na to akurat
czekałem.

Komentarze
Prześlij komentarz