UTOPIA
PRAWDY
Dwunasty tom „Armady” to jeszcze mocniejsze pójście
w akcję sensacyjną, co pewnie nie każdego czytelnika ucieszy, ale wypada
naprawdę dobrze. Przy okazji to też tom, który na innym polu fabularnym podejmuje
tematykę utopii, w której nie można kłamać – nie z nakazu, ale z warunków,
które sprawiają, że kłamstwo jest niemożliwe – co może i stanowi z jednej strony
pewny plot convenience (żaden to jednak problem, Navis od początku
chroni przecież plot armor i niajk to nie przeszkadza), z drugiej daje
ciekawe pole do popisu. I to pole może nie jest na stówkę wykorzystane, ale też
wypada całkiem fajnie i wprowadza nieco humoru, którego w ostatnich, ponurych albumach,
brakowało.
Navis, jak się można domyślić, znów musi działać.
Rib’wund ma zostać zabity, terroryści i mordercy polują na niego, a gdy Navis
wkracza do akcji, także ona staje się celem, ale nie tyle terrorystów, co służb
Armady, które chcą ją dopaść, chociaż działa na terenie poza ich jurysdykcją.
Ale to ledwie początek, prawdziwą misją stanie się
wyprawa na planetę, gdzie nie można kłamać. Adwokat Navis, który ją tam wysyła,
cały czas gra we własną grę, jednocześnie grając na jej emocjach. Ale jakie są
jego prawdziwe cele?
Ten tom podzielony jest na dwie części. Pierwsza,
ta dynamiczna i szalona, skupia się na ocaleniu Rib’wunda i poradzeniu sobie z
polowaniem. Druga idzie w spokój, rozmowy, prezentację świata i postacie,
przeradzając się powoli w obowiązkową akcję. Może się to wydawać nieco
rozdarte, a na każdym polu poprowadzone dość klasycznie, ale nie ma to
znaczenia. Czyta się to tak dobrze, tak fajnie jest wykonane i z tak sympatyczną,
charakterną postacią, która ma w sobie dużo życia i krwistości, że mnie to kupuję
i chętnie przymykam oko na wszelkie takie drobiazgi. Bo to są drobiazgi, całkiem
dobrze zamaskowane przez fabularny spryt scenarzysty.
Cieszy mnie za to, że znalazło się tu miejsce na
humor. I że akcja jest nieprzegadana, a opowiedziana w sposób dynamiczny i
widowiskowy. Trochę samo działanie Navis jest naciągane, ale tu też da się
wszystko przełknąć dość gładko, więc tylko nadmieniam. A że wszystko przednio
jest zilustrowane i cieszy oko, tym milej wchodzi i dobrze robi czytelnikowi. Rozpisywać
więcej nie ma się co, bo w zasadzie w serii poza treścią poszczególnych tomów
niewiele się zmienia i trzymają dość wyrównany poziom. Są tomy lepsze, są nieco
gorsze, ale nigdy rzecz nie schodzi poniżej pewnego poziomu i dlatego tak wiernie
czytam ją od ćwierć wieku.



Komentarze
Prześlij komentarz