NAVIS WCISKA
GAZ DO DECHY
Trzynasty tom „Armady”, chociaż na początku wcale
się na to nie zanosi, to album, który przynosi sporo ważnych momentów i wprowadza
istotne wątki, jednocześnie domykając parę kwestii. Nie jest to co prawda
najlepsza część serii, nadal jednak to kawał dobrego, sympatycznego komiksu
europejskiego, gdzie są fajne pomysły, a przede wszystkim króluje szybka akcja,
która ani na moment nie pozwala się nudzić.
Snivel, którego w serii dawno nie widzieliśmy,
pojawia się, by złożyć nowe zeznania w sprawie katastrofy, do jakiej doszło nieopodal
admiralskiego statku Armady. Wszystko relacjonują media i wtedy dochodzi do
katastrofy: czy to wypadek, czy zamach, nie wiadomo – Snivel zostaje jednak zmasakrowany
przez drzwi bezpieczeństwa!
Tymczasem Navis bierze udział w nielegalnych wyścigach.
Równie ważne, co wygrana – ale w jakim celu, to się dopiero okaże – jest to, że
to jedyna metoda pozwalająca jej na kontakt z Bobo, a odkąd dowiedziała się, że
jest on w posiadaniu informacji, kto opłaca jej pobyt na Armadzie, musi poznać
prawdę. Czy jednak jest na nią gotowa? Jak zareaguje, gdy dowie się, że za
wszystkim stoi jeden z jej największych wrogów, mający na jej punkcie obsesję? I
co jeszcze odkryje?
Tym tomem twórcy wracają do eksploracji jednego w zasadzie
tematu w ramach swojej opowieści. Tym razem jest to wątek wyścigu, obecny przez
cały album, ale stanowiący tło dla ważniejszych spraw, o których nieco już
napisałem, ale więcej zdradzać nie będę, bo to one są sednem opowieści. Wracając
jednak do samego wyścigu to może nie jest to rzecz oryginalna, a w serii
ścigano się już na różnego typu machinach, uciekając przed różnymi
przeciwnikami chociażby, jednak jak dotąd nie było wyścigu dla samego wyścigu i
doceniam, że Morvan znalazł coś nowego, co może nam ukazać. I fajnie mu się
wkomponowało to w treść.
Całość z jednej strony jest dynamiczna i skupiona
na rozrywkowym aspekcie – a ta rozrywka to zarówno dla mieszkańców Armady, jak
i czytelników, którzy mogą razem z nimi kibicować bohaterom w ich rajdach – a z
drugiej idzie w relacje, w emocje i w ważne wątki. Sporo tu gadania, sporo też różnych
elementów, bo akcja toczy się na kilku polach, gdzie swoją rolę do odegrania
mają, poza Naivs, i kolekcjoner, i adwokat, i inni, do tego dochodzą medialne
relacje, a i na tym nie koniec. Twórcy znów puszczają oko do fanów japońskiej
popkultury, co widać w realizacji programu o wyścigach (ale i w pewnym
epatowaniu łagodną erotyką i seksownymi pozami, niekoniecznymi, a mimo to
podanymi w sporej ilości, chociaż jednocześnie w sposób nieprzesadzony).
Świetne rysunki – Buchet doskonale czuje się w dynamice,
kreowaniu maszyn wszelkiej maści i seksownych pozach i to widać – dobrze dopełniają
całości. A że znów rzecz nie kończy się definitywnie i zostaje wiele elementów
do dopowiedzenia, jak zwykle czuje się niedosyt.



Komentarze
Prześlij komentarz