Na glinianych nogach – Terry Pratchett

ZBRODNIA, KARA I NAGRODA

 

Dziewiętnasty tom „Świata dysku” i jednocześnie trzeci tom o przygodach Straży Miejskiej to chyba najlepsza część z tymi postaciami. Konkretna kryminalna zagadka, świetni nowi bohaterowie, znakomita akcja, tocząca się na kilku polach… No pokazał Pratchett, że nawet po tylu częściach ma nadal świetne pomysły, a to, co uważałem za najsłabszy element pierwszej części o Straży, czyli to, kim w zasadzie jest Marchewa, tu stało się jedną z najlepszych rzeczy, bo tematyka podobnego pochodzenia przeniesiona zostaje na inne postacie, podkręcona do maksimum i zaserwowana tak, że absolutnie mnie ujęła i – jak całość – dała masę frajdy.

 

Wszystko zaczyna się od golemów. Coś się u nich dzieje. Coś, co zaczyna prowadzić do serii samobójstw istot, które nawet nie są żywe. Ale co takiego? I co z tego wyniknie?

Tu na scenę wkracza Vimes, komendant Straży Miejskiej, i jego ekipa, która zdążyła nieco się rozrosnąć (dołącza do niej np. skrywający swoje sekrety krasnolud Cudo Tyłeczek i funkcjonariusz Wizytuj Niewiernych Z Wyjaśniającymi Broszurami, który… chyba sami się domyślacie), którzy muszą zbadać sprawę tajemniczych morderstw, jakich ofiara padli ksiądz i piekarz. Co gorsza wygląda na to, że ktoś otruł patrycjusza i trzeba się dowiedzieć nie tylko kto i dlaczego (patrycjusz ma wrogów wszędzie, ale każdy wie, że bez niego Ankh Morpork nie zachowałoby takiej równowagi), ale i w jaki sposób mógł to zrobić. Pytań przybywa, odpowiedzi nie ma, a tu jeszcze nie tylko Vimes musi mierzyć się z tym, że trafił do wyższych sfer, ale też i faktem, że Noobby również okazuje się mieć ciekawy rodowód. Do czego wszystkie te wydarzenia mogą doprowadzić? I gdzie się skończą?

 

Fajnie, że Pratchett daje tu nowe postacie – Tyłeczek wymiata i tyle w temacie, ale i Smok Herbowy Królewski, wampir, też jest świetny. Fajnie, że rozwija stare i relacje między nimi („związek” Marchewy i Angui). I fajnie, że daje nam poznać nieco przeszłości, która też ma spore znaczenie dla wydarzeń. No i że te wydarzenia robi ciekawe. Wrzuca tu wszystko, co się da, od satyry m.in. na władzę, religię i mity, na zabawie maty mi kryminałów, fantasy i thrillerów skończywszy. A pomiędzy tym jest cała rzeka smaczków, nawiązań, odniesień i świetnie wykonanej, dobrej zabawy. Mnóstwo bohaterów, sporo wydarzeń, ale Pratchett panuje nad tym wszystkim i wszystko ładnie splata. Na nudę nie ma miejsca, bo mnogość wątków pozwala na wprowadzenie różnorodnych elementów, a i nie ma tu przesady czy chaosu, bo też nie ma ich tak wiele, a samo obowiązkowe finałowe starcie dobrze wypada.

 

No i Pratchett swoim zwyczajem wypełnia to wszystko dywagacjami, rozważaniami i trafnymi obserwacjami. Tu pofilozofuje, tam rzuci życiową prawdę, podlaną emocjami. Czy podejmuje się kwestii wiary, czy zadaje pytania o granice człowieczeństwa, jakby pisał nie fantasty, a rasowe Sci-Fi o androidach, bo tym są jego golemy, wszystko to robi z taką samą wdzięcznością i chociaż śmieszą te elementy, chociaż potrafi Pratchett iść w czarny humor, nie odbiera to żadnej z tematyk głębi i siły wyrazu. Czyli po prostu jeszcze jeden świetny tom świetnej serii, która nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Tyle.

Komentarze