ŻYJĄC POŻYCZONYM ŻYCIEM
„Pogromcy Nieznanego”, czy jak ktoś woli
„Challengers of the Unknown” to w zasadzie mało, by nie rzec niemal znana
seria. Klasyka stworzona jeszcze w latach 50. XX wieku i to przez samego Jacka
Kirby’ego, ale w zasadzie nieistotna dla uniwersum wydawnictwa i zapomniana. Bo
kto, poza wiernymi fanami komiksów, którzy siedzą w tej części popkultury i
dobrze ją znają, kojarzy tę ekipę? Niewiele tego będzie. Minus? Pozornie tak,
ale Jeph Loeb, scenarzysta legenda można rzec, wiedział, jak przekuć to
wszystko w zaletę. Dlatego też stworzył komiks o herosach, których powinni znać
wszyscy, mają swoje miejsce, swoje gadżety, historię i losy, ale gdzieś
przepadli w cieniu Supermana, Batmana czy Wonder Woman. W efekcie stworzył
niemalże metafikcyjny komiks, bawiąc się nie tylko postaciami, ale i ich
zapomnianą legendą i brakiem sławy, który w doskonałym stylu wraca do klasyki i
idzie w nowe, postmodernistyczne i pełne realnych kłopotów, typowych dla
Mrocznej Ery Komiksu, która wtedy trwała, podejście. A z tych jego starań
zrodziła się seria, która zachwyca niemal do pierwszej strony i daje
czytelnikom, a zwłaszcza fanom komiksów w medium rozeznanych, wielopoziomową
rozrywkę, o której łatwo się nie zapomina.
Zapaśnik Rocky Davis, lotnik Ace Morgan,
alpinista Red Ryan i nurek profesor Haley niemal zginęli w katastrofie
lotniczej. Niemal. Przetrwali, coś zyskali, zostali herosami. Żyli pożyczonym
życiem, ale do czasu, teraz bowiem nadeszła chwila, kiedy śmierć upomni się o
nich…
Wszystko zaczyna się jednak od gazety
„Tattletale”. Tak to już w tym świecie bywa, że różne miasta mają różnych
bohaterów i piszące o nich gazety. Pogromcy nieznanego mają swoje „Tattletale”,
jak Superman ma „Daily Planet”, ale niestety, może „Daily” ma o czym pisać, oni
jednak borykają się z brakiem ciekawych tematów, bo herosi z Pogromców przeszli
na emeryturę i zniknęli w cieniu innych bohaterów, chociaż ich rodzime strony
nadal nimi żyją. By znaleźć jakiś materiał, który ożywi zainteresowanie i
podbije sprzedaż, dziennikarz rusza za tematem, ale co tu można znaleźć? Że
jeden z bohaterów przygarnął kota? I wtedy dochodzi do wybuchu, siedziba
Pogromców obraca się w ruinę, a oni, choć wychodzą (w większości) cało z
eksplozji, będą musieli stanąć przed całą masą nowych problemów i…
Jeph Lobe potrafi robić komiksy absolutnie
rewelacyjne („Batman: Długie Halloween”, „Superman: Na wszystkie pory roku” czy
„Spider-Man: Niebieski”), jak i totalne jakościowe wpadki („Batman: Hush” czy
seria „Superman/Batman”, z jej pierwszym tomem na czele). W przypadku
„Pogromców Nieznanego” można się było zastanawiać, czy warto po komiks sięgnąć.
Bo raz, że ekipa mało znana i jakoś tak mało kogo pociągająca (przy okazji
brawa, że Egmont jednak zdecydował się sięgnąć po ten tytuł), dwa, że to
komiksowy debiut scenarzysty (i od razu początek jego współpracy z Timem
Sale’em), a z debiutami to tak różnie bywa. A tu jednak okazuje się, że komiks
jest rewelacyjny. Świetna zabawa konwencją, formą i mitami superhero, które
Loeb w różnej mierze dekonstruuje, co i składa im hołd.
Akcja, klimat, trafne spostrzeżenia i świetne
poprowadzenie opowieści sprawiają, że „Pogromcy Nieznanego” po porysuj
wymiatają. Jest tu dobra superbohaterska opowieść, którą można czytać jako
dobrą, czysto rozrywkową opowieść obrazkową, jest też zdecydowanie więcej i ci,
którzy szukają zarówno ambitniejszych rzeczy jak i oryginalnego (mimo masy
nawiązań, od pierwszego spotkania Petera i Mary Jane, przez „Bliskie spotkania
trzeciego stopnia”, na odniesieniach do „Powrotu Mrocznego Rycerza”
skończywszy) podejścia, będą usatysfakcjonowani. Wyśmienicie jest to
wszystko w swej prostocie zilustrowane i pięknie wydane, robi duże wrażenie i
zapewnia naprawdę świetną zabawę, do której będzie chciało się wrócić. Loeb i
Sale nie zawiedli, a co ważniejsze przerośli oczekiwania, jakie wobec tego
albumu miałem. A całość śmiało mogę postawić pod względem jakości obok takich
nie najpopularniejszych, ale wgniatających czytelnika tytułów, jak „Miracle
Man” Toma Kinga.
Recenzja opublikowana na portalu sztukater.




Komentarze
Prześlij komentarz