X-Men. Punkty zwrotne: Onslaught – Scott Lobdell, Mark Waid, Tom Defalco, Larry Hama, Jeph Loeb, Warren Ellis, Jim Lee, Pasqual Ferry, Andy Kubert, Joe Madureira, Adam Kubert, Mike Deodato Jr., Carlos Pacheco, Val Semeiks, Ian Churchill, Joe Bennett, Randy Green, Casey Jones, John Romita Jr., Paul Ryan, Mike Wieringo

SLAUGHTER ON…

 

„Onslaught Saga” nigdy dotąd po polsku nie wyszła, ale tym, którzy wychowali się na komiksach TM-Semic jest doskonale znana. To wtedy bowiem, lata temu, bo pod koniec lat 90., dostaliśmy event „Heroes Return: Powrót bohaterów”, który był jej bezpośrednią kontynuacją i tam, siłą rzeczy, to wszystko w pewnym stopniu musiało zostać streszczone. Teraz jednak, niemal trzy dekady później, mamy album z Onslaughtem po polsku i… I przypominają się czasy Semica, ale nie zawsze tak, jak bym tego chciał. Bo nie ma się co oszukiwać, okrojony i pocięty jest to album i to mocno. Cała „Saga o Onslaughcie” to epickie wydarzenie na miarę „Ery Apocalypse’a”, gdzie głównych zeszytów byłoby ze trzydzieści, a całość to jakieś sześćdziesiąt numerów, zależy co i jak (w tym „Road to Onsleught”) liczyć. Tu mamy tylko siedemnaście i to się czuje, bo w trakcie mamy a to fragmenty pewnych numerów, żeby coś dopowiedzieć, a to streszczenia tego i owego wpisane między numerami. No trochę to zgrzyta, ale fakt, że opowieść wydano cieszy (zwłaszcza, że mamy właśnie jej trzydziestolecie), bo fajna jest, acz to jedna z historii z okresu serii, kiedy fabularnie było nadal bardzo dobrze, ale rysunkowo rzadko już coś mi się w niej podobało.

 

Onslaught. To słowo, to imię, pojawia się w świecie mutantów od pewnego czasu, wiążąc się z tajemniczymi wydarzeniami i wielkim zagrożeniem. Teraz wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać, kiedy Jean Grey zostaje mentalnie uprowadzona przez tajemniczego osobnika, który chce, by dołączyła do niego w tym, co właśnie nadciąga. A nadciąga coś wielkiego – wielkie przetasowanie, nowy porządek świata, wywrócenie wszystkiego do góry nogami, Jean zaś powinna dopuścić dwoje moce do głosu i stać się tego częścią. Porywacz, który włada mocą większą, niż można by sądzić, ukazuje jej rzeczy o jakich nie miała pojęcia i głęboko skrywane tajemnice – w tym Xaviera – które zmieniają wszystko. A to dopiero początek tego, co nadciąga. Onslaught, bo nim właśnie jest ów tajemniczy osobnik, stanowi bowiem największe zagrożenie, z jakim mutanci musieli się kiedykolwiek mierzyć. I nie tylko oni, bo nawet połączone siły dzieci atomu, Fantastycznej Czwórki, Avengers i innych herosów tym razem wydają się bezsilne. Czy wygrają? A jeśli tak, to jakim kosztem? Z tej walki nie wszyscy wrócą żywi…

 

Może i „Onslaught” to tom skupiony wokół X-Men, ale całe wydarzenie to wielki event, który objął masę współcześnie wydawanych serii. Obok tytułów X-Menowych („X-Men”, „Uncanny X-Men”, „Wolverine”, „Cable”, „X-Factor”, „Excalibur”, „X-Man”, „Generation X” czy „X-Men Unlimited”), w całość zamieszane były takie serie, jak „Fantastyczna Czwórka”, „Incredible Hulk”, „Punisher”, „Avengers”, „Amazing Spider-Man”, „Green Goblin”, „Spider-Man” i „Iron Man”, a finał odbił się mocno na uniwersum i trwała dłuższą chwilę, kończąc się dopiero w grudniu 1997 roku eventem „Heroes Return”, a przecież po nim, jeszcze w roku 2000, wychodziły kolejne zeszyty („Heroes Reborn: Doomsday #1”, „Heroes Reborn: Rebel #1” czy „Heroes Reborn: Doom #1” to tylko niektóre z nich). czy z tym rozmachem i znaczeniem idzie w parze dobra jakość?

 


I tak, i nie. Fabularnie zebrane tu zeszyty fajne są, dobrze pisane, chociaż jednocześnie strony po brzegi wypełnione są adnotacjami i odsyłaczami do innych numerów, innych serii, miniserii, wydarzeń etc., etc., etc. Masa tego jest, burzy czytanie i niby można omijać, ale wzrok leci. A czy omijać warto? W większości tak, ale z drugiej strony mamy tu nawet zwrócenie uwagi na błędy (strój Jean zmienia się zupełnie między stronami), więc… Ale sama historia to kawał dobrej, solidnej roboty. Jest epicko jest z rozmachem i zagrożeniem., jest odbrązawianie Xaviera, co zawsze wypada dobrze, bo to dla mnie odkąd pamiętam szemrany typek i lubię, kiedy wychodzą na jaw jego brudy i skrywane tajemnice. Poza tym unosi się nad tym wszystkim mgiełka sekretów, akcja jest konkretna, bohaterów dużo, a postacie nieźle skrojone, jak na taką mieszaninę różnych charakterów. Poza głównym wątkiem dzieje się tu parę innych rzeczy, bo każdy z bohaterów jednak ma swoje prywatne sprawy, a i mamy kwestię Beasta zastąpionego przez swoją złą wersję z „Ery Apocalypse’a” (jak kogoś to ciekawi, to „Era” dzieje się krótko przed „Onslaughtem”). A potem mamy jeszcze konkretne walki na paru frontach, masę popisów wyobraźni i wielkich wydarzeń.

 


No i trochę szkoda, że szata graficzna nie jest lepsza. Kubertowie, jak zawsze, dobrze robią, ale i im widać już się nie chce, jak kiedyś. Romita Jr. niezawodnie świetny, ale on ma tu ledwie trzy strony. Reszta,… bywa różnie, głównie przeciętnie, ale taki Madureira kiepści potężnie i jego infantylna, pełna słabych mangowych naleciałości kreska, gdzie wielkie oczy, karykaturalne twarze i przesadzone sylwetki zniechęcają. Ale nawet on ma nieco charakteru, za który lubię komiksy z tamtych lat, chociaż jego kreski nie polubię nigdy. Ale doceniam też w tym albumie to, że Onslaught, gość, którego zaprojektowano jak kiczowatą, przesadnie kolorową zabawkę pozlepianą z projektów takich postaci, jak Magneto, dzięki niektórym rysownikom i to, z jakiej Pers Tywy go przedstawiają czy jak starają się zamaskować czy podkreślić to i owo, wypada naprawdę jak badass, a nie tania odpustowa plastikowa figurka. Całość wieńczy dobre wydanie, z niezłym przekładem – niezłym, bo mam wrażenie, że tłumacz czasem przeszarżował, zwłaszcza w tłumaczeniu kwestii Juggernauta i można to było zrobić lepiej,  by naturalniej i bardziej do tamtych czasów brzmiało – i całkiem dobrym postaraniem się, by jakoś wypełnić luki w opowieści bez uciekania się do streszczeń. To jednak taka opowieść, która zasługiwała na pełne wydanie i chociaż absolutnie warto poznać ten album, bo i zapełnia pewną lukę w historii tak mutantów, jak i Marvela na naszym rynku i po prostu stanowi kawał dobrego superhero, jakiego już się nie robi.

 

Chronologia czytania eventu i wydanych po polsku tie-inów:

·       X-Men: Punkty zwrotne – Onslaught

·       Silver Surfer: W otchłani duszy (Mega Komiks #1)

·       Mega Marvel: Fantastic Four: Heroes Reborn

·       Mega Marvel: Iron Man

·       Heroes Return: Powrót bohaterów

 

Komentarze