środa, 27 sierpnia 2014

Wakacje z duchami Adam Bahdaj




Perełka, Paragon i Mandżaro, trzej chłopcy ze stolicy, przyjeżdżają na wakacje nad jezioro. Zafascynowani Sherlockiem Holmesem zakładają klub detektywów i wkrótce natrafiają na sprawę w sam raz dla nich. Oto w okolicznym zamku zaczyna straszyć duch, kręcą się tam dziwni ludzie, jeszcze dziwniejsi zamieszkują na plebani, a do domu wprowadza się tajemniczy lokator...

Oto powieść kultowa, rozsławiona ekranizacją, powieść, na której wychowało się wiele pokoleń. Warta przeczytania szczególnie w okres taki, jak teraz, okres wakacji i przygody. Czy jesteśmy dziećmi, które chcą poznać smak niezwykłych zdarzeń, czy dorosłymi, którzy pragną na nowo poczuć się dzieckiem odkrywającym skarby w zwykłych krzakach za miastem.

Część takich emocji bez dwóch zdań płynie z lektury, napisanej lekkim, przyjemny językiem. Niestety dużo psuje zakończenie, które jest naiwne, nieprawdopodobne i przesadzone. Wszystko byłoby super, gdyby autor nie chciał na siłę zmieszać aż tylu zdarzeń, albo gdyby zechciał je logicznie wytłumaczyć, dać ciąg przyczynowo skutkowy. Niestety tego zabrakło.

Co nie znaczy, że jest to zła lektura. Poznać ją warto, wyrobić własne zdanie, przeczytać koniecznie, bo to lektura, której nie znać nie wypada. Nie mniej nie należy spodziewać się po niej nie wiadomo czego.

Opinia dostępna również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/10713/wakacje-z-duchami

sobota, 23 sierpnia 2014

Ethel i Ernest. Prawdziwa historia - Raymond Briggs



ETHEL, ERNEST I WIADOMOŚCI

On jest mleczarzem, ona pokojówką i oboje się kochają. Ethel i Ernest. Biorą ślub i chcą po prostu ze sobą żyć, ale los nie jest łaskawy. Pojawiają się problemy z zajściem w ciążę, potem wojna... Ile przeżyć może zwykły człowiek?

Lubię brytyjską kulturę, filmy, książki, muzykę, ale komiks brytyjski na naszym rynku jest dość rzadkim zjawiskiem. Rzadkim, a tak przecież być nie powinno. To przecież z Wysp bowiem wywodzą się twórcy, którzy zrewolucjonizowali gatunek, jak chociażby Alan Moore, wzbogacając go o zupełnie nowe spojrzenie na tę formę sztuki, dodając do niego inny klimat i nie bojąc się poruszenia odważnych tematów.

Raymond Briggs jest może mniej znany od tych wielkich towarów eksportowych, którzy podbijają Stany, ale na pewno nie miej wart poznania, a jego "Ethel & Ernrst" to komiks, który naprawdę warto przeczytać.

Para głównych bohaterów (rodziców autora)  to przesympatyczna dwójka ludzi, których poznajmy na tle przemian jakie zachodzą w Wielkiej Brytanii na przełomie lat 1928 - 1971. Podziały klasowe, bieda, wojna, zmiany polityczne... Wszystkiemu towarzyszy najpierw radio, potem telewizja, komentując, podając fakty, zmieniając życie. Świat idzie do przodu, postęp pędzi na złamanie karku, ale Ethel i Ernest pozostają tacy sami i urzekają do ostatnich, wzruszających stron. Poprzez nich poznajemy także zmiany, jakie zachodzą w całej kulturze, technice, nauce, nawet w sposobie postrzegania świata. A my ciągle pragniemy dalej podglądać ich prywatny świat przez dziurkę od klucza.

Tego typu biograficzne historie to samograj, przyznaję, ale trzeba mieć też talent, żeby przedstawić je w sposób pełen emocji, prawdy i siły, przedstawić tak, by czytelnik nie mógł i nie chciał oderwać się ani na chwilę, i to Briggsowi udało się znakomicie.

Duża w tym zasługa także rewelacyjnej oprawy graficznej, pełnej najprzeróżniejszych technik nakładania koloru (od kredek świecowych, przez pastele po tradycyjne farby). Poszczególne plansze i kadry urzekają i sprawiają, że chce się je podziwiać długo jeszcze po zakończeniu lektury, wracać raz za razem, odkrywać coś nowego, ba! nawet oprawić w ramkę i powiesić na ścianie, gdyby tylko nie było tak bardzo szkoda zniszczyć albumu.

Pomaga w tym oczywiście znakomite polskie wydanie - druk na grubym kredowym papierze - wsparte do tego świetnym przekładem.

Komiks ten zdobył nagrodę British Books Awards dla najlepszej książki ilustrowanej i było to zwycięstwo absolutnie zasłużone. Dlatego tym bardziej warto poznać ten album, do czego namawiam Was z całego serca, a Wydawnictwu Komiksowemu składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

czwartek, 21 sierpnia 2014

x3 Autor: Paweł Siedlar




Fajny zbiorek opowiadań, ciekawy stylistycznie i różnorodny pod tym względem (co jak na jednego autora jest rzadkością), w którym króluje finalne opowiadanie "Ewolwenta...". Świetny klimat, zaskakujące zakończenie (ciągle mowa o "Ewolwencie...") i lekkość nie pozwalają oderwać się od lektury.
Gorąco polecam, choćby tylko dla tej opowiastki właśnie.

Opinia również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/76129/x3

Prawdopodobieństwo i pewność Autor: Émile Borel




Émile Borel to nazwisko doskonale znane wszytskim zajmująceym się zagadnieniami rachunku prawdopodobieństwa. Autor wielu ważnych teorii z powyższej dziedziny był nie tylko wielkim matematykiem, ale również i wspaniałym propagatorem fascynującej go wiedzy. Dowodem na to jest powyższa publikacja, która nie tylko omawia temat od podstaw tak, ze nawet osoby nie znające się na prawdopodobieństwie będę mogły w pełni go zrozumieć, ale robi to w sposób przejrzysty, przystępny i co najważniejsze fascynujący. Autor przytacza nam np. problem wyliczenia prawdopodobieństwa, że wstawione do pieca naczynie z wodą zamarznie w trakcie podgrzewania, oraz daje dowód na istneinie sprzeczności A=B, B=C, A>C.
Zważywszy jednak na fakt, ze jest to publikacja licząca kilkadziesiąt już lat, nie zawiera niestety odkryć dokonanych w dziedzinie rachunku prawdopodobieństwa na prezestrzeni ostatnich dekad. nie mniej jednak warto po nią sięgnąć., bo stanowi rewelacyjne wprowadzenia w temat.

Opinia również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/143256/prawdopodobienstwo-i-pewnosc

Opowieści niesamowite, nr 2/2012 Autorzy: Andrzej Pilipiuk, JewgienijT. Olejniczak, Paweł Szlachetko, Joanna Kułakowska, Kazimierz Kyrcz jr,Katarzyna Enerlich, Faith Hunter, Jarosław Klonowski




Poprzednie dwa numery "Opowieści niesamowitych" nie zachwyciły mnie szczególnie, ale nie zraziło mnie to do nich. Szczególnie, ze mogłem przeczytać w nich takie perełki jak poważnie opowiadania Pilipiuka. Po trzeci numer sięgnąłem raczej z przyzwyczajenia już i powiem to od razu: rozczarował mnie bardzo pozytywnie.

Ale zacznę od minusów. Największym jest oczywiście szata graficzna, która wygląda jakby pracowało nad nią dziecko. Drugim są oczywiście opowiadania stanowiące kompletne moim zdaniem pomyłki. Najbardziej drażni fragment powieści nijakiej Faith Hunter, ale Katarzyna Enerlich też pokazała (znów), że nie warto sięgać po jej opowieści, chyba, że komuś nie przeszkadza niemal całkowity bark fabuły, bo do tylu zbytnio przyczepić się nie mogę.

Na szczęście w numerze 2/2012 przeważają plusy: świetne opowiadanie Pilipiuka, na poważnie, archeologiczno-detektywistyczny horror, który naprawdę może nosić miano horroru, i Klonowskiego, które polubiłem przede wszystkim za tę jego nieidealność i drobne niedociągnięcia. Debiutanci też pokazali się z dobrej strony.

Wszytko to składa się na zbiorek godny polecenia, choćby na letnie niezobowiązujące wieczory.

Opinia również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/147808/opowiesci-niesamowite-nr-2-2012

Opowieści niesamowite 1/2012 Autorzy: Andrzej Pilipiuk, Jewgienij T.Olejniczak, Joanna Kułakowska, Kazimierz Kyrcz jr, Katarzyna Enerlich




Średnio udany zbiorek zaczynający się okropnym, koszmarnie napisanym i nudnym opowiadaniem Katarzyny Enarlich. Poza tym historii naprawę godnych polecenia niemal jest bark. Świetne opowiadanie Pilipuika, niezłe Kyrcza Jr. 9niestety o niezbyt udanym zakończeniu) i "Ononharoia" (fajne stylistycznie lecz kwestię zakończenia wolałbym przemilczeć).
A szkoda :-(

Opinia dostępna również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/136487/opowiesci-niesamowite-1-2012

Udław się - Chuck Palahniuk



Gdyby ktoś kazał mi kiedykolwiek wybrać najlepszą książkę jaką w życiu czytałem, może nie wybrał bym Udław się (bo tu nie potrafiłbym wybrać pomiędzy nią a Fight Clubem), ale na pewno zawędrowałaby na drugie miejsce mojej top listy.

Powieść opowiada losy niejakiego Victora Manicniego, seksoholika, który mitingi traktuje jako miejsce do podrywania wyposzczonych seksoholiczek. By zarobić na opiekę dla chorej matki, za dnia dorabia w inscenizacji historycznej wioski a wieczorami dławi w restauracjach licząc na zysk. I każdego kolejnego dnia angażuje się w następne erotyczne eskapady. Do czasu jednak. Kiedy poznaje ją, panią doktor zajmującą się jego matką, seks traci na znaczeniu, a jego życie wywraca do góry nogami wieść, że najprawdopodobniej jest potomkiem Jezusa...

Chuck w szczytowej formie i w szczycie kontrowersyjności znów snuje nam opowieść o miłości, poświęceniu i wyścigu szczurów. Ale także o starciu człowieka z jego przeznaczeniem i roli jaką odgrywają w naszym życiu inni ludzie. Już na wstępie autor ostrzega, że to powieść nie dla wszystkich i tak jest w rzeczywistości.Wulgarna, momentami niemal pornograficzna i pełna kontrowersji nie jest rzeczą łatwą w odbiorze. Ale na tym polega jej siła. To kuracja szokowa dla czytelnika, który przywykł do popkulturowej papki i choć wielu może nie wynieść z niej należytych korzyści, to na pewno znajdą się tacy, którzy po skończeniu lektury wyjdą zdrowsi. Może nawet oczyszczeni.

Polecam całym sobą!

Świat według Garpa - John Irving





S.T. Garp to dziwny człowiek. Wychowany przez zaborczą matkę, która urodziła, go choć nigdy nie chciała mieć z mężczyznami nic do czynienia, wychowany w infirmerii, aspiruje do bycia pisarzem i ułożenia sobie życia. Na swój chory, dziwaczny sposób...

"Świat..." to najsłynniejsza z powieść Irvinga i tak jak wszystkie jego książki opowiada tylko o jednym: życiu. Życiu i Irvingu, który choć twierdzi w swej twórczości (a w losach Garpa w szczególności), że autobiograficzne pisanie nie niesie niczego dobrego, wciąż pisze głównie o sobie. O seksie, miłości, Wiedniu, pisaniu, niedźwiedziach na dwuśladach, dziwkach, kobietach, ludziach okaleczonych i przede wszystkim nieprzystosowanych. Garp (czy też sam Irving) to postać nerwowa. Nieprzystosowana i nieradząca sobie z krytyką. Złość rozładowuje poprzesz irytowanie innych, w miłości jest zaborczy aż do przesady a w pisaniu przesadnie krytyczny. Wszystko co literacko nieudolne określa mianem grillparzeryzmu, po wybitnym autorze, w którego pracach nie doszukał się niczego wartościowego. Ci, którym jego dzieła się nie podobają, to zdaniem Garpa idioci. Ludzie nie potrafiący odgadnąć zamysłu i przesłania dzieła. Taka postawa Irvinga względem czytelników czasem więc irytuje, ale jest też i oczyszczająca bo autor nie szczędzi krytyki i sobie.

A jak to wszystko przedstawia się od strony stylistycznej? Gorzej nieco niż się spodziewałem, ale nadal świetnie. Lekki język, czarny humor i mnóstwo emocji t podstawa. Całość jednak można by streścić w jednej sekwencji: wątku z pierwszym S.T. Garpem. Wątku, w którym śmiejemy się do łez, dopóki autor nie zaczai się nad nami, da nam obuchem w łeb i zostawi sponiewieranych i wstrząśniętych. Niestety jedynego tak mocnego wątku w książce. Akcja bowiem opada na kilkudziesięciu stronach i kolejne tyle samo kartek nie prezentuje nam niczego zachwycającego. Wszystko zmienia się w momencie gwałtu na dziewczynce - gwałtu opisanego przez autora z pewną przesadą (jakby była to realizacja jego jakichś fantazji - kiedy np. pisze o "nieopierzonej piczce"), co pozostawia niesmak, ale i dostarcza niemało wzruszeń.

Fabułą przebiega dalej skokowo, raz lepiej raz gorzej. Czasem bardziej emocjonująco, czasem mniej. Zbyt wiele postaci ginie tu dziwnymi zgonami, zbyt wiele zakrada się grrillparzeryzmów, ale nadal jest to książka dobra. Godna polecenia lektura (nawet dla fanów krótszych form, bo choć powieść liczy grubo ponad 550str sporo w niej opowidań Garpa), choć jeśli miałbym polecić coś Irvinga, to zdecydowanie nie "Garpa" a "Hotel New Hampshire".

środa, 20 sierpnia 2014

Regulamin tłoczni win - John Irving



POGODNA I CIEPŁA OPOWIEŚĆ O SIEROTACH I ABORCJI

Homer Wells to jeden z wychowanków sierocińca prowadzonego przez dr Larcha, specjalistę od aborcji. Chłopiec wiedzie życie typowego sieroty, ale pech sprawia, że nie może znaleźć rodziny zastępczej. Jako najstarszy z wychowanków zaczyna być szkolony przez Larcha na położnika, ale zaczyna buntować się przeciwko wykonywaniu aborcji. Jego życie zmienia się, gdy na skrobankę przyjeżdża niejaka Candy...

Kocham książki Irvinga i kocham mocne tematy, więc kiedy zobaczyłem, że "Regulamin..." traktuje o aborcji, od razu zamówiłem powieść. I nie rozczarowałem się, choć spodziewałem się, że dostanę książkę znacznie lepszą, coś na poziomie "Hotelu New Hampshire".

Nie mniej nadal uważam to za wielką powieść i polecam każdemu.

Styl nie jest tu typowy dal Irvinga, pozbawiony szaleństwa jakie poznałem w "Hotelu...", przyjemny, lekki, klasyczny wręcz... Z jednej strony to wielka zaleta, z drugiej drobna wada. Treść też nie jest tak szalona, jak we wcześniejszych hitach autora, stonowana, prawdziwa - czasem do bólu (nie przypadkiem kobiety mdlały, kiedy w latach 80 autor publicznie odczytywał fragmenty "Regulaminu...") - ale w klimatach Irvinga, czyli wręcz saga rodzinna.

In plus zaliczyłbym zdecydowanie pracę, jaką autor wykonał, by zgłębić się w temat, realistycznie przedstawić aborcję i położnictwo. Do tego znakomita psychologia, ciepła i pogodna, choć zarazem gorzka treść. Powieść jest przewidywalna, ale wynika to z jej realizmu, a do tego autor nie pożałował nietypowych rozwiązań i finał wzrusza, smuci, złości, irytuje i... urzeka pięknem.

Poza tym otrzymujemy też ważny głos w dyskusji o aborcji, głębię, przesłanie, wiele życiowych prawd i szczerość, która nie pozwala nie polubić autora.

Tak więc powieść polecam każdemu, a w szczególności kobietom, które chciałyby poddać się aborcji - niech przekonają się czym to jest, jak wygląda i ile może zmienić.

Polecam!

środa, 13 sierpnia 2014

Niezwykła historia Marvel Comics - Sean Howe


MARVEL VEL COMICS


Któż z nas nie zna Marvela. Jego logo, biały napis na czerwonym tle, kojarzą chyba wszyscy w cywilizowanym świecie. Szczególnie teraz, gdy od lat trwa zwycięski pochód ekranizacji filmowych zdobywających czołowe miejsca wszelkich box office. Ale cóż możemy o tej firmie powiedzieć? Że przeszła metamorfozę od pucybuta do milionera? Że jest wiodącą na rynku? Cóż, poza wymienieniem takich tytułów spod jej szyldu jak Spider-Man, X-Men, Avengers czy Fantastyczna Czwórka, możemy wspomnieć?


A jednak o Marvelu powiedzieć można dużo i to w naprawdę imponujący sposób, co zaprezentował Sean Howe w tej absolutnie wielkiej i koniecznej dla fanów komiksów książce.


Zakres omawianego przez niego tematu imponuje pod każdym względem. Autor swoją opowieść rozpoczyna na pół wieku przed powstaniem Marvela, w roku 1908, kiedy to na świat przychodzi Martin Goodman, człowiek odpowiadający za firmę, która stała się zaczątkiem największego komiksowego wydawnictwa w historii. Myliłby się jednak każdy, kto sądzi, że jest to prosta i urocza historia, jaką od lat malowali na naszych oczach redaktorzy tam zatrudnieni. To, co bowiem prezentuje nam Howe - prezentuje subiektywnie, szczerze i profesjonalnie, przedstawiając częstokroć sprzeczne ze sobą wypowiedzi różnych stron konfliktu (bo konfliktem Marvela można w skrócie scharakteryzować) - to gorzka, smutna, denerwująca czasem historia molocha, który zaczynał jako firma opierająca się tylko i wyłącznie na nepotyzmie, a stał korporacją, która za nic miała fanów, licząc tylko na zysk. Korporacją, która mieliła każdego, kto dla niej pracował, wykorzystywała, okradła, zabijała czasami doprowadzając do zgonu stresem i pracą. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o ludziach, poprzez pryzmat których poznajemy Marvela. Scenarzystach, rysownikach, redaktorach... Każdym, kto był trybikiem tej wielkiej maszyny. I właśnie to sprawia, że ponad 500-stronnicowy tom, czyta się z fascynacją i wypiekami na twarzy. Biografie tych ludzi, ich wzloty i upadki, marzenia, kompromisy, miłości, tragedie i nieliczne zwycięstwa i czyta się je, jak rasową, znakomicie napisaną powieść, dając się porwać emocjom i wzruszeniom.


Niestety, każdy kto widział w tych ludziach legendy i wzory, swoich idoli, może poczuć się rozczarowany nimi i zawiedziony. W większości bowiem byli to kombinatorzy, cwaniacy, czasem zwyczajne świnie. Nie stronili od narkotyków, niektórzy byli rasowymi zboczeńcami, złodziejami... Po prostu ludźmi. Nikim więcej. Słabymi, miotającymi się ludźmi.


Ważna jest to książka i warta przeczytania. Polski rynek komiksów amerykańskich też zaczynał się od Marvela, kiedy w 1990 wydawnictwo TM-Semic wypuściło pierwszego Spidermana do kiosków, a na dodatek to właśnie Marvel zawsze cieszył się u nas największym powodzeniem. Dla fanów komiksu jest więc to pozycja - jak już wspominałem - absolutnie konieczna, ale nie tylko oni powinni po nią sięgnąć. Każdy, kto ceni sobie historie na faktach, a także i wszyscy ci, którzy zainteresowania swe ukierunkowali na takie tematy, jak socjologia, amerykańska kultura masowa, ekonomia... Praktycznie każdy znajdzie tu coś dla siebie i gwarantuję, że nie będzie się nudził ani przez chwilę. Więcej, będzie się wahał, czy chce tę książkę przeczytać jednym tchem, bo nie może się zdobyć na to, by odłożyć ją na półkę, czy może wydzielać ją sobie po kawałku, by na dłużej wystarczyła ta przyjemność.


Dlatego polecam ją Wam całym sercem a wydawnictwu Sine Qua Non serdecznie dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.