piątek, 28 grudnia 2018

Yotsuba! #4 - Kiyohiko Azuma

YOTSUBA KONTRA ŚWIAT


Jeżeli czytacie „Bakumana”, z pewnością wiecie, jaki ciężki jest los mang stricte humorystycznych. Najlepiej sprzedają się bitewniaki, dlatego prędzej czy później każda komedia musi się albo przerodzić w coś takiego (zobaczcie jak początkowe rozdziały chociażby „Dragon Ball” różnią się od tego, co było potem), albo zwolnić miejsce dla innych tytułów. Dlatego każda seria oparta na dowcipach, która wybiła się na tyle, by stać się hitem warta jest poznania, bo musi mieć w sobie to coś. Tak było z „Dr. Slumpem” (który doczekał się aż 18 tomów – w Polsce podzielonych na 36) i tak jest z „Yotsubą!”, liczącą obecnie 14 tomików i wciąż ukazującą się dalej, która nie dość, że rozbraja i śmieszy niemal do łez, to jeszcze jest całkiem niegłupia i bardzo wciągająca.


Fabuła, jak to w takich przypadkach bywa, składa się z wielu luźno ze sobą powiązanych historii – skeczy bym rzekł. Wszystko sprowadza się jednak do tego, że mała Yotsuba przeprowadziła się z ojcem do miasta. Nieznająca życia dziewczynka spędza czas psocąc i zadając się z sąsiadkami, którym też potrafi przysporzyć kłopotów. Co czeka na nią w tym tomie?

Jak zwykle wiele szalonych i nieoczekiwanych przygód. Dla niej nawet gra w badmintona nie kończy się tak, jak to ma w zwyczaju, co więc będzie, kiedy Yotsuba wybierze się na ryby? Jednego można być pewnym, w jej towarzystwie nie sposób się nudzić. A na horyzoncie już czają się kolejne problemy, bo oto ktoś złamał serce Fuuce! Kto śmiał to zrobić? To najmniejszy z problemów, bo kiedy Yotsuba zajmie się tą kwestią, jednego można być pewnym: nic już nie będzie takie samo, a żadna tajemnica długo tajemnicą nie pozostanie…


Jeżeli lubicie się śmiać – a kto nie lubi? – i chcecie opowieści, która jednocześnie nie obrazi Waszej inteligencji, a poprawi humor i autentycznie Was wciągnie, „Yostuba!” to rzecz dla Was. W świetnie napisanych, krótkich opowieściach, bohaterowie i sam świat przeglądają się w tytułowej dziewczynce, jak w krzywym zwierciadle, co staje się przyczyną wielu komicznych sytuacji. Yotsuba rozbraja nas swoim myśleniem i logiką – rzeczami mocno kojarzącymi się np. z „Mikołajkiem” czy „Dziennikiem cwaniaczka”, że sięgnę po przykłady literackie. Jeśli zaś chodzi o podobieństwa mangowe, to nie przypadkiem wspomniałem na wstępie „Dr. Slumpa” Akiry Toriyamy – tu i tam mamy bowiem dziewczynkę nierozumiejącą za bardzo świata, ale doskonale zarazem radzącą sobie z tym, co niesie rzeczywistości. Tu nie ma jednak fantastyki, ale zastąpiła ją udana strona obyczajowa, nuta satyry i kilka aktualnych kwestii.


A wszystko to zostało znakomicie zilustrowane. Owszem, kreska jest typowa dla mang humorystycznych, a więc prosta, cartoonowa, a autor stroni od czerni, ale taka właśnie być powinna. Kiedy trzeba, jest też klimatyczna, a przede wszystkim wpada w oko. Wszystko to, razem wzięte, składa  się na kawał świetnego komiksu. O niebo lepszego, niż można by sądzić po przynależności gatunkowej. Ja ze swej strony polecam gorąco.


A gdybyście zechcieli nabyć „Yotsubę!”, serię znajdziecie tutaj:







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza