czwartek, 9 maja 2019

Atelier spiczastych kapeluszy #1 - Kamome Shirahama

MAGICZNE SZTUCZKI


Na pierwszy rzut oka „Atelier spiczastych kapeluszy” to manga nietypowa. Już sama okładka, kojarząca się stylistycznie choćby z „L'atmosphère : météorologie populaire” Camille’a Flammariona wygląda inaczej, niż zazwyczaj – bardziej europejsko, niż azjatycko, także pod względem oszczędnej kolorystyki. Temat też wydaje się bliższy zachodnim dziełom fantasy, niż typowej azjatyckiej fantastyce (choć to akurat kwestia bardzo płynna), a w środku kreska wyróżniająca się na tle komiksów a Kraju Kwitnącej Wiśni (swoją drogą autorka tworzy też okładki dla serii Marvela i DC). Sympatyczna ciekawostka? Coś zdecydowanie więcej – naprawdę udana opowieść, która ma szansę przypaść do gustu nie tylko miłośnikom mangi, ale także i fanom dobrego fantasy.


Witajcie w świecie magii i czarodziejów. Władania niezwykłymi zdolnościami strzeże się tu, jak oka w głowie, a choć wielu chciałoby dołączyć do grona ich posiadaczy, niestety, naturalnych predyspozycji nic nie jest w stanie zastąpić. Ale czy aby na pewno?

Młoda Koko od zawsze marzyła by władać magią. Lubi nawet wyobrażać sobie, że to robi, ale na nic więcej nie może liczyć. Przynajmniej do chwili, kiedy w jej wiosce pojawia się najprawdziwszy czarodziej. Dla dziewczyny staje się to okazją do spełnienia pragnień, nic więc dziwnego, że zaczyna podglądać przybysza, gdy ten odprawia magiczny rytuał. Kiedy jednak sama decyduje się na powtórzenie jego działań i rzucenie zaklęcia, wszystko wychodzi nie tak, jak powinno i dochodzi do tragedii. Od teraz życie Koko zmienia się, ale dziewczyna nie ma jeszcze pojęcia jak bardzo i co to właściwie będzie dla niej oznaczało…


Czarodzieje, magia, zamki, smoki – każdy miłośnik fantasy zaciera ręce na te baśniowe motywy, pod warunkiem, że spotykają się w dziele udanym. A akurat „Atelier” jest udane. To po prostu lekka, nastrojowa fantastyka. W klimatach „Harry’ego Pottera”, jak podaje na okładce wydawca? Po części tak, ale świat w tej mandze bardziej przypomina klasyczne, średniowieczne realia niż cokolwiek współczesnego – nawet jeśli we wprowadzeniu do historii wspomniani zostają np. astronauci. To tyle jednak jeśli chodzi o świat i czas akcji. Przyjrzyjmy się zatem bliżej całości.


Jeśli chodzi o postacie, to jak zawsze, skrojone są prosto i sympatycznie. Tempo wydarzeń nie jest zbyt szybkie, ale to akurat lepiej pasuje do „Atelier”, niż pędzące na złamanie karku wydarzenia. Ale najlepsze i tak pozostają ilustracje. Szczegółowe, realistyczne i bardzo nastrojowe. Wpadają w oko, dodają świeżości typowo mangowej estetyce i doskonale oddają każdy, nawet najdrobniejszy i najbardziej egzotyczny – przynajmniej z japońskiej perspektywy – element.


Kto lubi dobrą fantastykę, na pewno się nie zawiedzie. Tak samo jak miłośnicy mang i udanych, wciągających komiksów fantasy. Polecam.


Tytuł dostępny tutaj:






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza