wtorek, 28 maja 2019

Tetris. Ludzie i gry - Box Brown

TETRA I TENIS


Czy jest ktoś, kto nigdy nie grał w „Tetris”? Ręka do góry, proszę. Nie widzę. No właśnie, bo ta świętująca w tym roku swoje trzydziestopięciolecie gra to światowy fenomen, którego nie zabił nawet rozwój technologiczny, pozwalający miłośnikom cyfrowej rozrywki przenieść się na nieosiągalny dotąd poziom. Ale jak w ogóle powstał „Tetris”? Na to pytanie z nawiązką odpowiada niniejsza powieść graficzna, która jednocześnie dostarcza nam krótkiej historii gier jako takich, podanej w jakże lekkiej, przystępnej formie.


Jest rok 1984. Młody Aleksiej Pażytnow pracujący w Centrum Komputerowym Akademii Nauk ZSRR wciąż rozmyśla o grach. A konkretnie o swojej ulubionej „Pentomino”, zwodniczo prostej rozrywce polegającej na układaniu drewnianych elementów tak, by zmieściły się w małym pudełku. Pomysł przeniesienia jej na cyfrowe medium i zmienienia w cos autorskiego nie daje mu spokoju, aż w końcu rozpoczyna jego realizację. Chociaż pierwsze próby nie są w pełni zadowalające, gra zaczyna wciągać twórcę, a wkrótce także jego kolegów, którzy przez nią zaniedbują nawet obowiązki służbowe. Tak powoli rodzi się gra, której nazwa zaczerpnięta zostaje ze słów „tetra” i „tenis”. Gra niezwykła, bo w dobie dominacji Nintendo na światowym rynku, wybicie się, nie wydawało się łatwe. A jednak Poażytnow i jego koledzy zdołali osiągnąć coś, o czym nawet nie śnili. A wszystko zaczęło się od pasji…


I przede wszystkim opowieścią o pasji właśnie jest „Tetris” Boxa Browna, cenionego autora, którego oszczędna stylistyka znakomicie pasuje do tej opowieści. Jedynie same rozważania nad historią gier i ich genezą mogłyby być poprowadzone inaczej, bo wydają się zbyt oczywiste, ale to naprawdę drobiazg. Cała reszta bowiem to kawał świetnej powieści graficznej, którą czyta się szybko, przyjemnie i nostalgicznie. Przecież niejedno pokolenie graczy wychowało się już na „Tetrisie” (we mnie samym odżyły wspomnienia pierwszej konsoli z tą grą, kupioną mi w dzieciństwie przez ojca) i wciąż kolejne dołączają do tego grona.


Brown stworzył autentycznie intrygujący i zajmujący komiks. Coś dla miłośników cyfrowej rozrywki, jak i zupełnych laików, którzy chcieliby po prostu przeczytać dobrą opowieść biograficzną, niestroniącą od ukazania nam paru wydarzeń z historii ludzkości, wracając właściwie do zarania dziejów. A wszystko to ukazane w sposób oszczędny, ale udany. Bo szata graficzna, choć dość prosta, utrzymana w typowej dla współczesnych komiksów niemainstremowych stylistyce, gdzie za cieniowanie służy jedynie nałożenie dodatkowej barwy, pozostaje miła dla oka i – jak już wspominałem – dobrze pasuje do całości. Wydanie też nie zawodzi, więc rzecz dodatkowo ładnie prezentuje się na półce.


Miłośnikom tego typu komiksów „Tetris” polecać nie muszę, sięgną i bez tego. Fanów gier jednak zachęcam do poznania całości. Naprawdę warto.


A wydawnictwu Marginesy dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza