Amazing Spider-Man #699.1 – Dan Slott, Marco Checchetto

ZBĘDNE PRZEDŁUŻANIE

 

Główne „Pająki” za nami, ale zostały jeszcze pewne drobiazgi z okresu okołosuperiorowego, które wspomnieć zamierzam, bo… No bo czemu nie. W zasadzie docelowo to będą trzy zeszyty, które można było wydać w tomach wypuszczonych na polskim rynku, ale że nie było trzeba, nie wydano. Bywa. Ten pierwszy z nich, nieco ważniejszy, to taka poboczna historia mająca nam pokazać co tam z Morbiusem i wprowadzić go do dalszych wydarzeń i solowej serii, której już nie dostaliśmy w naszym nadwiślańskim kraju. Przeczytać się to da, jednak w zasadzie rzecz zbędna, chociaż do „Ostatniego życzenia” by pasowała.

 

Hydro-Man, Scorpion i Trapster uwalniają z więzienia Raft Otto Octaviusa, nieświadomi, że w jego ciele znajduje się umysł Petera. Korzystając z okazji, z placówki ucieka także Morbius, który zaczyna snuć historię swojego życia…


Spiderowi spin-off głownie dla fanatyków. Niby fragment „Dying Wish", a jednak zaniża ocenę całości. nie ma się co oszukiwać, to z jednej strony jedynie wprowadzenie do tego, co Marvel miał w owym czasie wydawać, z drugiej przedłużenie opowieści, którą kreowano na ostatnią o Peterze, jako Spideru. Takiego przedłużania było więcej, choćby zeszyty z numeracją #700.1-4, ale tych już nie zaliczyłem, więc się nie wypowiem.

 

Ale jeśli chodzi o ten zeszyt to trochę akcji i dużo gadania, które dla znających komiksy i Morbiusa nie ma znaczenia, ale nowych wprowadzić w postać i jej losy może. Poza tym na szczęście jest to jedynie prequel nowej wtedy serii o przygodach żywego wampira i można go śmiało pominąć, chyba że jesteście takimi upartymi komplecistami, jak ja. Co się zaś tyczy komiksu jako odrębnej, autonomicznej historii czy też dodatku do „Ostatniego życzenia”, broni się całkiem nieźle, choć na rewelacje nie macie co liczyć. Ot typowa robota, jakich wiele, ale że wiążą się z nim emocje głównej opowieści… Cóż, sami wiecie.

 

Co więcej? Fajne rysunki i to one głównie sprawiają, że wystawiam temu zeszytowi ocenę „niezły”. Ale jakoś jak na tego rysownika, całość wypada dość blado. No on potrafi lepiej, bardziej klimatycznie i z brudem, a tu jakby typowo się staram i sporo komputera wspomaga tę jego robotę, co nie zawsze wychodzi jej najlepiej. Ale bywa na czym zawiesić oko. No i to w sumie tyle. Do przeczytania i zapomnienia. 

Komentarze