piątek, 25 października 2019

Atelier spiczastych kapeluszy #3 - Kamome Shirahama

ATELIER DOBREGO FANTASTY


„Atelier spiczastych kapeluszy” to seria dość niezwykła, jak na mangę. Zaczynając od szaty graficznej, której realizm, połączony z europejskimi naleciałościami daje naprawdę intrygujący efekt finalny, na fabule, dla Japończyków dość egzotycznej, dla nas zaś jak najbardziej swojskiej, wszystko tu stanowi pewne odświeżenie. I to jednocześnie jakże udane, wciągające i robiące naprawdę duże wrażenie – nie tylko na miłośnikach komiksów z Kraju Kwitnącej Wiśni.


To, co wydawało się typową misją niesienia pomocy ofiarom ulewy, skręca w nieoczekiwaną stronę. Zadanie, oczywiście, udaje się wykonać jak należy, jednakże pojawia się Zakon Ładu Magicznego, który oskarża Koko o paranie się zakazaną magią. Nikt nie chce słuchać przyjaciół dziewczyny, że to pomyłka i za chwilę pamięć czarodziejki ma zostać wymazana, a ta znów stanie się jedną z niewtajemniczonych. Oczywiście jej towarzysze przychodzą jej z pomocą, pytanie jednak czy mają jakiekolwiek szanse? Jak skończy się dla nich ta przygoda? I co jeszcze czeka na nich wszystkich w najbliższym czasie?


„Atelier spiczastych kapeluszy” to seria wyglądająca dość niepozornie. Okładki, choć już na nich wyraźnie widać znakomity styl, są proste i dość oszczędne. Jasna kolorystyka, niewiele detali, właściwie brak tła… To jednak jedynie pozory, bo środek, choć utrzymany w podobnej stylistyce, jest o wiele bogatszy i bardziej dopracowany. Rysunki zresztą to jedna z najmocniejszych stron tej serii, mocno czerpiące z europejskich komiksów, bardziej realistyczne o dopracowane niż to najczęściej w mangach typu fantasy się zdarza (nawet design postaci jest tu bliższy rzeczywistości, niż to zazwyczaj się zdarza), a wszystko osadzone w realiach, jak już wspominałem, dla Japończyków egzotycznych, ale w Europie jak najbardziej swojskich.


Zostawmy jednak kwestię ilustracji (każdy sam może przekonać się, jak wyglądają) i skupmy się na fabule. Ta, jak na mangę fantasy przystało, jest klasyczna, ale świetnie wykonana. Młodzi adepci magicznej sztuki, zadania do wykonania, szybka (ale nie przesadnie) akcja, ciekawy klimat, zapadające w pamięć postacie, odpowiednia doza niezwykłości… Wszystko to czyta się szybko i przyjemnie i z ochotą na więcej, nawet jeśli schemat nie został przełamany. Bo jeśli chodzi o jakość wykonania, „Atelier” to jedna z najlepszych mang w swoim gatunku na naszym rynku.


Do tego dochodzi też bardzo dobre wydanie powiększony format, dodatkowa obwoluta), które ładnie prezentuje się na półce. Kto lubi dobre mangi i dobrą fantastykę, „Atelier spiczastych kapeluszy” poznać powinien. To bardzo dobra seria i z tomu na tom okazuje się tylko coraz ciekawsza.


A gdybyście chcieli kupić ten tytuł, znajdziecie go tutaj:






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza