czwartek, 18 czerwca 2020

Bad Boy - Frank Miller, Simon Bisley

ZŁY DZIECIAK


Chociaż na polskim rynku ukazała się zdecydowana większość bibliografii Franka Millera, a Simon Bisley to legenda, która nad Wisłą zyskała status tak kultowy, jak niewielu innych artystów, nikt jak dotąd nie pokusił się o wydanie „Bad Boya”. Dlaczego? Bo to mało znany komiks? Bo to nie arcydzieło? Być może, ale nie brak w naszym kraju o niebo gorszych i mniej znanych dzieł, które jednak wydano. Tak czy inaczej jednak „Zły chłopak” to komiks, za którym warto rozejrzeć się w anglojęzycznych sklepach, bo ma swój urok i na pewno nie można odmówić mu pewnej satyrycznej głębi.


Przyszłość. Chłopiec imieniem Jason ucieka przed dziwnymi stworzeniami, marząc tylko o jednym: żeby zapalić fajka. Szybko jednak zostaje złapany. Budzi się w szpitalu, z nogami w szynach, pozbawiony pamięci. Zabierają go stąd rodzice, ale coś jest nie tak. Jason ucieka im. Znów zostaje złapany, znów trafia bez pamięci do szpitala, znów trafia do „rodziców”… i znów próbuje ucieczki, mając przebłyski wspomnień o dziewczynce imieniem Rachel i stara się za wszelką cenę zrozumieć, co tu tak naprawdę się dzieje…


Mało znany, ale znakomity satyryczny komiks Franka Millera ze znakomitymi ilustracjami Bisleya, tak w skrócie można podsumować „Bad Boy”. Intrygująca historia antybohatera, pełna nawiązań do twórczości Millera (akcja dzieje się w znanych z „Sin City” Świętych Dębach, a autor miesza tu najróżniejsze typowe dla siebie elementy, od brudu, po dziwne science fiction) i analogii do amerykańskiego społeczeństwa, mentalności i stylu bycia. Owszem, jak i w przypadku „Sin City”, można komiksowi zarzucić mizoginizm (niesłusznie, ale wiecie, jak to bywa, uderz w stół a nożyce się odezwą), przesadne epatowanie kontrowersjami i kilka innych spraw, ale nijak nie ujmuje to jego wartości i przede wszystkim uroku.


Bo „Zły dzieciak”, „Zły chłopak” czy jak chcecie nazwać go po polsku, to sympatyczne, ujmujące czytadło. Jest w nim coś z horroru, jest coś z SF (czy to sen, czy prawda nie zdradzam), jest wreszcie urok opowieści o niegrzecznych dzieciakach, opowieści o dzieciństwie, gdzie nie brak brudu i prawdziwości. A wszystko to znakomicie zilustrowane przez Bisleya – jeśli czytaliście jego „Bodycount”, wiecie już czego się spodziewać: brudnych, rzadko trzymających się proporcji i zasad rysunku grafik.


Tak więc, jeśli lubicie bardziej niszowe, trzymające się z dala od mainstreamu komiksy, „Złego chłopca”, satyrę na wolną wolę i decydowanie o samym sobie, powinniście koniecznie przeczytać. A kto na mainstreamie został wychowany, może przekona się, sięgając po niego, że komiks tego typu może wnieść więcej do jego życia niż większość historii o superbohaterach. Chociaż przecież i miłośnicy typowych amerykańskich zeszytówek znajdą tu coś dla siebie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza