poniedziałek, 7 września 2020

Gangsta #5-8 – Kohske

W KRĘGU PRZEMOCY


A local boy kicked me in the butt last week
I just smiled at him and I turned the other cheek
I really don't care, in fact I wish him well
'Cause I'll be laughing my head off when he's burning in Hell
(…)
So don't be vain and don't be whiny
Or else, my brother, I might have to get medieval on your heinie

- "Weird" Al Yankovic


Dziś wracam do brutalnego i ponurego świata „Gangsty, wraz z recenzją czterech kolejnych – i na razie ostatnich wydanych na polskim rynku – tomików. Pierwsze części były znakomitą rozrywką, która z tomu na tom stawała się coraz lepsza, tak pod względem fabuły, jak i rysunków i nie inaczej jest tym razem. Kto lubi mocne, sensacyjne opowieści, a jednocześnie ma sentyment do shounenowych schematów, będzie bardzo, bardzo zadowolony i tylko pozostanie mu po wszystkim solidna ilość czytelniczego niedosytu.


Gangsterskie porachunki trwają. Masowe mordy sprawiają, że ulice spływają krwią, a trup ściele się gęsto. Gildia Paulklee staje się celem nieprzerwanych ataków, walka trwa, ale czym się ona zakończy? I co jeszcze czeka naszych bohaterów?


Jak każdy czytelnik, tak i ja lubię odkrywać nowe literackie i komiksowe grunty. Dlatego, chociaż regularnie czytam po kilkanaście, a może i kilkadziesiąt serii – tak mangowych, jak i reprezentantów komiksu europejskiego i amerykańskiego, że już o polskim nie wspomnę – raz na jakiś czas sięgam po nowe tytuły. Tym razem rozważałem, które z nieco starszych pozycji od Waneko przetestować. Może „Bangou Stray Dogs”, a może „Dogs”? Albo „Re: Zero”? popatrzyłem opisy, popatrzyłem przykładowe strony i zdecydowałem się na dwie serie – „Doctor Mephistopheles” i „Gangsta” właśnie. Która okazała się lepsza? Bezwzględnie ta traktująca o losach naszych gangsterów. Dlaczego?


Bo to kawał naprawdę mocnej opowieści, której przemoc aż boli, mrok i brud oblepiają czytelnika, a akcja wciąga. Bohaterowie, nawet jeśli odpychający, dają się polubić, a przynajmniej zrozumieć. Wydarzenia sprawiają, że czytelnik nie tyle nie nudzi się ani przez chwilę, ile po prostu z niecierpliwością pochłania kolejne rozdziały. Z niecierpliwością, ale i emocjami, bo są tu zarówno momenty przejmujące drastycznością, ale też i bardziej zwyczajne, życiowe, mające swój urok czy nawet delikatność. Nie brak tu także popisowych walk i spektakularnych momentów, bo rzecz wyrosła na gruncie shounenowych schematów, podanych jednak w sposób atrakcyjny dla dojrzałego czytelnika chcącego czegoś mocniejszego i bardziej realistycznego.


W dużej mierze to zasługa znakomite szaty graficznej. Ilustracje są nie tylko realistyczne, ale i mroczne. Mnóstwo czerni, bogato używane rastry i masa efektów sprawia, że biel na stronach pojawia się stosunków rzadko, a całość z miejsca wpada w oko dzięki bogactwu detali i dynamice. Efekt finalny jest bardzo dobry, klimatyczny i wciągający. Dlatego polecam go gorąco każdemu miłośnikowi mocnych wrażeń.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie serii do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza