niedziela, 27 grudnia 2020

Dragon Ball filmy #3

DRAGON BALL FILMY KINOWE, TELEWIZYJNE I OAV, CZ III: POWRÓT PO LATACH

 

Dziś docieramy do końca naszej przygody ze światem filmów „Dragon Ball”. W poprzednich dwóch odsłonach serii omówiliśmy wszystkie filmy wyprodukowane w czasach świetności cyklu, teraz nadszedł czas by przejrzeć się, jak po latach seria wróciła do łask, co zaowocowało powstaniem kolejnych seriali („Dragon Ball Super”, „Super Dragon Ball Heroes”) i nowych odsłon mangi (wciąż ukazujące się „Dragon Ball Super”). Gotowi?

 

Pierwszy dragonballowy film, który powstał po latach to wyemitowana w roku 2008 krótkometrażówka „Yo! Son Goku and His Friends Return!!”. Rzecz powstała z okazji dziesięciolecia wypuszczenia ostatniej produkcji ze świata „Smoczych kul” i jej akcja dzieje się dwa lata po pokonaniu Buu. Filmik, choć trwający jedynie pół godziny i niespecjalnie udany fabularnie, przedstawia ważny dla sagi element: ukazuje postać brata Vegety. Tak, nasz książę miał rodzeństwo i to, jak widać, nadal żyje (jeśli zastanawialiście się oglądając film „Bitwa bogów” albo czytając anime comics na nim oparty, o jakim barcie Vegety mowa, to tutaj wszystko się wyjaśnia). Wkrótce potem do kin trafił zapowiadany od lat fabularny debiut „DB” nakręcony przez Jamesa Wonga, ale lepiej na tę beznadziejną produkcję spuścić zasłonę milczenia.

 


Wracając zatem do japońskich produkcji, w roku 2010 roku powstał film „Plan to Eradicate the Super Saiyans”, będący uwspółcześnionym remake’iem „Plan to Eradicate the Saiyans”, a zaraz po nim widzowie mogli obejrzeć kolejny obraz inspirowany dawnymi animacjami „DB”, udany „Dragon Ball: Episode of Bardock”, w którym okazje się, że ojciec Gokū w wyniku wydarzeń, które doprowadziły do zniszczenia planety Vegeta, cofnął się w czasie. To sprawia, że i on, i my odkrywamy skąd wzięła się w ogóle legenda o Super Saiyaninie, poznajemy Chilleda, przodka Friezera, a także pewną przeuroczą rasę kosmitów. I chociaż brzmi to osobliwie, film jest naprawdę znakomity i potrafi niejednego wzruszyć.

 


Potem „DB” wrócił na ekrany kin, za sprawą „Bitwy bogów”, nad którą pomagał sam Akira Toriyama (i przyznam, że wolę tę sagę w ujęciu filmowym, niż serialowym, chociaż to, co potem widzieliśmy w serii „Super” ma swój urok), a także „Zmartwychwstanie ‘F’” – tym razem już w pełni stworzonym przez autora pierwowzoru filmie. Pomiędzy oboma pojawił się jeszcze ciekawy epizod telewizyjny, czyli „Dream 9 Toriko & One Piece & Dragon Ball Z Super Collaboration Special!!”, gdzie bohaterowie trzech zawartych w tytule anime biorą udział w jedzeniowym turnieju – rzecz trudno uznać za kanoniczną, ale zabawa jest przednia. Wszystko to wieńczy zaś najnowsza produkcja – kolejna w pełni stworzona przez Toriyamą – będąca pierwszym filmem z serii „Super”, czyli „Broly”. A w tam widowiskowym kinie czeka na nas nowa wersja losów Broly’ego i włączenie go do kanonu. A wszystko to w dobrym, pełnym dawnej magii i uroku filmie, który otwiera – miejmy taką nadzieję – nowy rozdział sagi „Smoczych kul”. Oby wkrótce powstały kolejne produkcje, bo jak widać „DB” wciąż ma wielki potencjał. To już jednak czas pokaże, a my póki co cieszmy się tym  co mamy i wracajmy co raz do tych produkcji, bo są tego warte.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz