czwartek, 11 lutego 2021

Plunderer #12 - Suu Minazuki

INWAZJA

 

„Plunderer” rozkręca się coraz bardziej, a wydarzenia nabierają epickiego rozmachu. Znaczy znów, bo epicko bywało i wcześniej, a akcja kręciła się, jak szalona od samego początku. Dlatego najnowszy tomik jest jak zawsze znakomity i dostarcza konkretnej porcji niezapomnianej rozrywki z bohaterami, którzy zapadają w pamięć na dobre.

 

Czas się skończył. Armia pod dowództwem Tokikaze, którego jedynym celem jest zemsta, a który może pochwalić się licznikiem 500 000 punktów, rozpoczyna inwazję. Gdy armia Alcji pogrąża się w chaosie, Rihito staje w obliczu trudnej sytuacji: ma objąć dowodzenie nad grupą specjalną. Niby nic takiego, ale ta ekipa złożona jest z jego wrogów! Problem w tym, że nie ma jeszcze pojęcia, jakiemu zagrożeniu będzie musiał stawić czoła…

 

„Plunderer”, tytuł, który na zawsze będzie mi się już kojarzył z puddingiem – a właściwie Puddingiem (fani wiedzą o co chodzi, a reszta musi już to odkryć sama, a warto) – to opowieść słynąca ze swej dynamiki. Zazwyczaj nie ma tu wiele czytania, akcja pędzi na złamanie karku, as wydarzenia następują jedne po drugich. W tym tomie jednak jest więcej czytania, chociaż opis sugeruje, że akcji i walk, w których dominują onomatopeje, a jednak. Nie zmienia to natomiast faktu, że nadal rzecz jest szybko poprowadzona, czyta się dosłownie jednym tchem i tylko ma się ochotę na więcej.

 

Ale tak to już z shounenami jest. Wiem, że się powtarzam, ale taka jest prawda. zresztą shouneny to taki mangowy odpowiednik kinowych blockbusterów. Czytelnik ma wyłączyć myślenie, dać się porwać opowieści i dobrze się bawić, patrząc na popisy wyobraźni. A jakby chciał popatrzeć na coś innego, zawsze pod ręką są seksowne, skąpo odziane bohaterki, które nieraz przybierają wyzywające pozy. A gdy już zmęczy się czytelnik kolejnymi walkami i mocnymi scenami, czeka tu na niego humor, lekkość, a nawet lekkość.

 


Czyli wszystko to, co powinna oferować dobra rozrywka. Na dodatek mamy tu świetne ilustracje, w których autor nie żałuje nam nastrojowo uchwyconego mroku i świetnie używanych rastrów, które tylko podkręcają widowiskowość. Dzięki temu na mangę patrzy się równie przyjemnie, jak ją czyta. I właśnie przyjemność jest tym, co ma płynąć z tej lektury, chociaż nie brakuje tu także emocji i napięcia, a nawet pewnej dozy słodyczy.

 

Wszystko to składa się na naprawdę świetną serię. Serię dla miłośników shounenów, dobrej fantastyki i udanych opowieści przygodowych. Oby więcej takich tytułów gościło na polskim rynku.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






2 komentarze:

  1. Myślę, że ta seria powinna zainteresować mojego męża.

    OdpowiedzUsuń