sobota, 24 kwietnia 2021

All-New Wolverine #6: Staruszka Laura – Tom Taylor, Marco Failla, Djibril Morissette-Phan, Ramon Rosanas

KONIEC WOLVERINKI

 

„All-New Wolverine” to kolejna seria, która dobiega właśnie końca. Na chwilę przed wystartowaniem nowej linii wydawniczej „Marvel Fresh” twórcy muszą pozamykać swoje opowieści i przygotować grunt dla nowych autorów. W przypadku przygód żeńskiego klona Rosomaka czeka na nas kolejna dawka dobrej, lekkiej i podanej z humorem rozrywki, która nigdy się nie nudzi.

 

Akcja tego tomu dzieje się na dwóch polach czasowych. W teraźniejszości pojawia się dawny wróg. Sieroty X potrzebują pomocy Laury Kinney, naszej Wolverine, dlatego wzywają ją do akcji. Jakby tego było mało Gabby planuje swoją zemstę, a kogo zamierza wciągnąć w ten plan? Oczywiście… Deadpoola!

W przyszłości natomiast na Laurę czeka ostania walka w jej karierze. Herosi zdołali pokonać wszystkich łotrów, zapanował pokój, ale… W Latverii wciąż kryje się ostatni złoczyńca i Wolverine będzie musiała stawić mu czoła!

 

W świecie komiksu są takie opowieści, z którymi autorzy mierzą się wciąż i wciąż od nowa, chcąc sprostać ich legendzie, ale też i samemu dołożyć cegiełkę do tych uwielbianych fabuł. W przypadku X-Men takich dzieł jest całkiem sporo. Z jednej strony mamy bowiem „Mroczną Phoenix” o śmierci Jean i wielkiej kosmicznej mocy, z drugiej „Czasy minionej przyszłości”, która rozpoczęły do dziś dzień rozwijane wątki o podróżach w czasie, co czasem ocierało się o prawdziwa telenowelę. Są też takie fabuły, jak „Bóg kocha, człowiek zabija” o fanatyzmie religijnym. W „Wolviem” zaś ciągle powraca temat Japonii, Broni X itd., itd. Co łączy wszystkie te komiksy? To absolutne klasyki. Ale jest jeszcze jedna historia, na dodatek dość nowa, która już stała się klasykiem i jest powielana w nieskończoność przez kolejnych autorów. A mowa o „Staruszku Loganie” Marka Millara, którego echa wyraźnie pobrzmiewają też w tej opowieści.

 


Abstrahując jednak od tego, ostatni tom „All-New Wolverine” to, jak poprzednie tomy, kawał naprawdę dobrej rozrywki. Typowej dla superhero, ale dzięki humorowi, lekkości i nonszalancji przyjemniejszej, niż wiele konkurencyjnych serii. akcja jest szybka i dynamiczna, na stronach pojawiają się znani goście, jak choćby Deadpool, a całość daje nam ciekawy wgląd w możliwą przyszłość bohaterów, a to zawsze dobrze się sprawdza, dając fanom znającym uniwersum i postacie to, co lubią, czyli zabawę elementami uniwersum.

 

Do tego mamy też dobrą szatę graficzną. Rysunki są lekkie, proste, ale i potraktowane z odpowiednią dozą realizmu. Kolor, choć typowo współczesny, nie jest przesadnie barwny i nie bije po oczach, a całość ma swój urok i klimat. Co w połączeniu z udanym scenariuszem daje nam naprawdę dobry komiks. Nie wybitny, ale jakże udany i zapewniający porcję rozrywki, która nie nuży. Aż szkoda, że to już koniec. Z drugiej jednak strony lepiej, że seria osiąga swój finał trzymając poziom, niż miałaby zacząć zjadać swój ogon.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz