Bajka na końcu świata #6: Operacja trufla – Marcin Podolec

CO KRYJĄ MINIONE DNI

 

Ledwie miesiąc temu mogliśmy cieszyć się albumem poświęconym wcześniejszym – i na dodatek solowym – przygodom Bajki, a już możemy czytać nowy tom regularnej serii. I, jak zawsze, jest to naprawdę bardzo dobry tom bardzo dobrej serii dla całej rodziny. Bo ewidentnie seria Podolca to jedna z najlepszych – jeśli nie najlepsza – współczesnych serii dla młodych czytelników, która odbiorcy nie traktuje z wyższością czy infantylnością, dzięki czemu także i dorośli znajdą tu coś dla siebie.

 

Wędrówki Wiktorii i Bajki w poszukiwaniu rodziców ciąg dalszy. Ale czy droga rzeczywiście przybliża je do upragnionego celu? Co jeszcze czeka na nie w trakcie wędrówki? I czym jest tytułowa „operacja Trufla”? Pora odkryć nieco tajemnic przeszłości i przekonać się, co kryją minione dni!

 

Gdybym wciąż był dzieckiem, pewnie zachwycałbym się „Bajką na końcu świata”. Ale nawet teraz, kiedy swoje lata na karku mam, a za sobą setki powieści i tysiące komiksów, wciąż bardzo dobrze bawię się czytając dzieło Podolca. Bo ma urok, bo nie jest infantylne czy naiwne, bo bohaterki mnie kupują, tak samo zresztą, jak wizja ukazana na stronach, bo jest tu pewna tajemnica, bo i klimat nie zawodzi, a wreszcie, bo to naprawdę przyjemna lektura. Tak po prostu.

 

Owszem, może opowieść o życiu po końcu świata nie wydaje się być rzeczą skierowaną szczególnie do dzieci, ale Podolec udowodnił, że prawie nie ma tematów, które nie nadają się dla dzieci – jedynie metody ich ukazania mogą być dla nich nieodpowiednie. A tu wszystko jest odpowiednie właśnie, dostosowane, właściwie łagodnie potraktowane – chociaż widzimy zrujnowany świat, a główna bohaterka nie może znaleźć swoich rodziców (czyżby nie żyli? po wymogach gatunkowych można wnioskować, że jednak czeka nas happy end, ale kto wie) – i bardzo sympatyczne.

 


„Bajka na końcu świata” to także seria, która ma w sobie zarówno coś z dziecięcej, wakacyjnej przygody, jak i questa typowego dla literatury fantasy, ocierającego się nawet o treść inspirowaną choćby kingowskim „Bastionem”. Ale zawiera w sobie ciepło, pewną swobodne towarzyszącą letnim wyprawom z plecakiem na ramionach i butelką picia w dłoni, w celu odkrywania nieznanych jeszcze miejsc w okolicy. W tym tomie na dodatek dowiadujemy się więcej od losach bohaterów w czasach, kiedy nie doszło jeszcze do zagłady, a na dodatek dostajemy coś w rodzaju pomostu między solowymi przygodami Bajki, a tą serią.

 

W skrócie, warto ten tom, jak i cały cykl poznać. To kawał dobrego, bardzo sympatycznego i ładnie narysowanego komiksu dla dzieci i dorosłych. A po każdej części zostaje tylko uczucie niedosytu, ale na szczęście seria wciąż trwa, więc jest, na co czekać.

 

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.






Komentarze