Gigant Poleca #266: Duch Klondike – Marco Nucci, Giorgio Cavazzano, Danilo Deninotti, Lara Molinari, Giulio Gualtieri, Graziano Barbaro, Bruno Sarda, Renata Castellani, Fausto Vitaliano, Stefano Intini, Roberto Moscato, Mario Ferracina, Vito Stabile, Davide Percoco, Giovanni Eccher, Francesco Guerrini, Lars Jensen, Flemming Andersen, Steve Behling, Luca Barbieri
STRACHY
NA GIGANCIE
Zapomniało mi się o tym „Gigancie”. Znów. Nie tak
totalnie, parę razy miałem sprawdzić kiedy wychodzi, ale wypadało z głowy. Aż w
końcu zobaczyłem, że już wyszedł, a że w środku kolejny zeszyt marvelowski, nie
pominę przecież. No to poczłapałem, przez śniegi, zaspy, przez tę breje brązowawą
od piasku z solą, kupiłem. I trochę szkoda, że to nie numer sezonowy, że nie
zima itp., a rzucono nam przedruk niemieckiego numeru wydanego w październiku
na Halloween. Z drugiej strony ja te halloweenowe komiksy zwyczajnie lubię,
lubię horrory i te klimaty i mi to wchodzi. A sam „Gigant” fajny, bo ma parę
naprawdę udanych komiksów.
Dwie najważniejsze dla mnie opowieści w tym tomie
to te, które otwierają go i zamykają. W pierwszej wracamy do tego, co zaserwował
nam kiedyś Don Rosa, czyli Doliny Śmierci, by odkryć rzeczy, o jakich nie mamy
pojęcia. Ten ostatni przedstawia nam wersję Iron Mana, w której to Donald
zostaje tytułowym bohaterem – a właściwie Iron Duckiem. A pomiędzy? A pomiędzy
mamy historię z Superkwękiem, mamy spotkanie Mikiego z wilkołakiem, Donald i
Dziobas zaś polują na upiory. A to, wiadomo, nie wszystko.
Od dziecka lubię Kaczki – Myszy mniej – i od
dziecka mam jakieś skrzywienie do opowieści grozy. Dlatego jedne z tych historii,
które tak wtedy lubiłem – obok Barksa, Rosy i świątecznych – były te halloweenowe,
a ten numer jest nimi wypełniony. Lubiłem też historie o CAP, czyli jak Donald
i Dziobas pracują dla Centralnej Agencji Paranormalnej, bo to takie „Ghostbusters”
czy nawet niekiedy „Archiwum X” dla dzieciaków – tych wewnętrznych też – a ja
te klimaty lubię. Do tego mamy tu też pewne lovecraftowskie nawiązania, bo dwa
komiksy są inspirowane dziełami legendy horroru, a i mamy też te nawiązania do
Rosy, a jak pisałem, uwielbiam twórczość faceta. Że o marvelowskim zeszycie nie
wspomnę, a raczej wspomnę, bo może fanem Iron Mana nie jestem, ale lubię
Marvela jako takiego i…
I fajnie to wszystko wchodzi. Jak zawsze lekka,
prosta, przyjemna robota, tym razem jednak bardziej klimatyczna, niż zazwyczaj.
Historie oferują humor, przygody, nieco dydaktyzmu, a dla starszych albo
zaznajomionych z popkulturą, fajne nawiązania. Arcydzieła to żadne, typowa robota,
ale z paroma wyróżniającymi się momentami. Jak zwykle nie zawodzi. I dostarcza
porcji fajnych rysunków. Jak za tę cenę, warto. Szczególnie dla dzieciaków,
chociaż wcale nie tylko.



Komentarze
Prześlij komentarz