Listy – Kurt Vonnegut

ŻYCIE OPOWIEDZIANE LISTAMI

 

„Listy”. Literatura faktu, prawda? A może jednak nie? Kiedy czyta się listy pisane przez kogoś takiego, jak Kurt Vonnegut, trudno nie zacząć sobie w pewnym momencie zadawać pytania, co tu jest na poważnie, a co wynikiem specyficznego poczucia humoru autora. ale czy to ma znaczenie? „Listy” to nie tylko doskonałe uzupełnienie kolekcji prozy Vonneguta, jaką od lat serwuje nam wydawnictwo Zysk, ale przede wszystkim dzieło ukazujące nam artystę takim, jakim był, co czuł, jak myślał, jak się zachowywał i jakie miał poglądy.

 

Listy. Dziesiątki, setki listów, pisanych przez ponad sześć dekad. Różni odbiorcy, różne sprawy, różne czasy, ale twórca ten sam. I ta sama artystyczna wrażliwość, która wciąż zachwyca kolejne pokolenia czytelników.

 

Kurt Vonnegut, pisarz legenda. Można nie czytać książek, zdarza się, w tym kraju i w tych czasach niestety często, ale kojarzyć się kojarzy. Nawet jeśli nie z nazwiska. Bo kto nie słyszał o „Rzeźni numer pięć”? Legenda. Pewnie nieco mniej, ale jednak słyszało o „Kociej kołysce” czy powieści „Matka noc”, jest też szansa, że sporo ludzi kojarzy „Śniadanie mistrzów”, bo był film z Bruce’em Willisem w roli głównej, a Bruce wtedy nadal był na fali. Więc siłą rzeczy, nawet jeśli ktoś nie wie, że to dzieła Kurta Vonneguta, pośrednio autora i jego twórczość kojarzy. Autora wielkiego, ale o tym chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Jednego z mistrzów pióra, wielkich satyryków, którzy lekkość, prostotę i pisarski ascetyzm, łączyli z absurdalnym humorem i tematami na wskroś ciężkimi, mocnymi i poruszającymi tak serce, jak i umysł. I podobnie rzecz ma się z listami. Bo chociaż to korespondencja, czyta się ją, jak jego opowiadania.

 

Vonnegut, jak w książkach, tak i w listach, pisze z lekkością, biegłością i humorem o rzeczach ważnych i ważkich. Dużo odnosi się do wydarzeń, o których nie mamy pojęcia i mieć go nie możemy, ale tu z pomocą przychodzą wstępy do każdego rozdziału, wyjaśniające to, co dla zrozumienia sprawy ważne, a zarazem wprowadzające w dziejące się wówczas wydarzenia i informujące o wielu ważnych aspektach, faktach i ciekawostkach. Jakich? To już musicie odkryć sami, ale z książki dowiecie się wielu rzeczy, choćby jak krytyka odbierała dane dzieła Vonneguta. Wszystko to razem wzięte, ułożone chronologiczne – każdy rozdział to jedna dekada, od lat 40. XX wieku, do dwutysięcznych – daje nam w pewnym sensie autobiografię artysty. Bogaty w fakty i przemyślenia wgląd w jego życie, gdzie jest się z czego pośmiać, czym przejąć i nad czym pochylić. Jednocześnie to też przekrój przez to, jak zmieniało się jego życie, ale i twórczość, równie fascynujący, co cała reszta tego, co ta książka ma do zaoferowania.

 

Kto ceni sobie prozę Kurta Vonneguta, przeczytać po prostu musi, bo to wspaniałe uzupełnienie jego prozy. Kto lubi literaturę faktu, która mimo prostoty stylu jest treściwa i doskonale napisana, a kogo ciekawi życie pisarza opowiedziane jego słowami, też znajdzie tu mnóstwo rzeczy dla siebie. cała reszta? Cóż, książka jest wartościowa i godna polecenia każdemu, ale zdaję sobie sprawę, że to lektura przede wszystkim dla miłośników pisarza i jego twórczości, i to trzeba mieć na uwadze. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób  jej jakości i wielkości. I cieszy też to, że Zysk zdecydował się ją wznowić,


Recenzja opublikowana na portalu Szrukater.

Komentarze