PREHISTORYCZNE
COMING-OF-AGE
Każdy z nas chyba tak ma, że lubiąc jakiś temat,
gatunek czy autora, jest w stanie sporo mu wybaczyć. Czasem może więc w nasze
ręce trafić dzieło wykonane może i nie najlepiej, ale jednak chętnie przymykamy
na to oko i dobrze się bawimy, bo to jednak coś i tak do nas trafiającego.
Dokładnie tak miałem z „Agni”, książką napisaną dość niewprawnie, ale jednak
traktującą o tematach, które za często się w literaturze nie pojawiają, a ja
właśnie te historie o ludach pierwotnych lubię i chętnie po nie sięgam. I dlatego
sporo tu wybaczam i mogę powiedzieć, że choć krótko, bawiłem się dobrze.
Agni, człowiek pierwotny, Homo erectus. To jego
życie śledzimy. Życie pełne zagrożeń, niebezpieczeństw, ale i nadziei. Bo z
wszystkim, co się wokół niego dzieje, jest jak z ogniem – może nieść śmierć i
zniszczenie, ale być też i źródłem światła i ciepła. Agni swoje przeszedł,
wiele wycierpiał, ale i życie wiele dla niego szykuje. Pytanie brzmi – co
takiego? I jak zmieni go to wszystko?
Ta powieść – a w zasadzie kolejna nowelka, jaką
miałem ostatnio okazję czytać, bo zamknięta ledwie na stu stronach z kawałkiem,
którą łyka się w kilka godzin – jest nieprawna, jest naznaczana piętnem
debiutanckiego pisania, nad którym powinno się jednak nieco dłużej posiedzieć, także
redakcyjnie, ale… Vo by nie mówić, „Agni” to takie coś, co jednak zadziałało na
paru polach. Nie powiem, duże znaczenie miało wszystko to, co napisałem na
początku: że jednak ja temat lubię i mało go jest, więc i chętniej oko
przymykam, ale też i sentyment. Bo ja jestem z tych, co za nastolatka
zaczytywali się na potęgę fantastyką w magazynach. Dużo tam był polskiej,
niewprawnej, jak w „Magazynie Fantastycznym”, który w dużej mierze wydawał się
takim nieco punkowym, buntowniczym bratem „Nowej Fantastyki”. Tu nie zawsze musiało
być stylistycznie dopracowane, już nawet mając na grzbiecie te piętnaście lat,
widziałem tam wiele niedociągnięć, scen, które bym wyrzucił, ale i pasję. Może
autorzy nie umieli jeszcze tak bardzo, ale za to nadrabiali energią i chęciami.
I podobnie rzecz ma się z „Agni”. Autor może i nie
potrafi do końca, jakby chciał, tecyhnicznie ma to i owo do poprawienia i
wyrobienia, ale ma pasję, ma energię i chęci. I to czytelnik czuje, udziela się
mu – a w konsekwencji docenia. Ja doceniłem. A dzięki temu, że rzecz nie jest
rozciągnięta do nie wiadomo jakiej ilości stron, tylko skoncentrowana i konsekwentnie
poprowadzona, bez wysilania i udawania, nie nudzi a potrafi zaoferować miłe
spędzenie czasu. Niezobowiązujące, ale wypełnione przygodami i zagrożeniami
świata prehistorycznego. Świata całkiem nieźle ukazanego, mającego sporo
dramatycznych czy emocjonalnych scen. Fabuła zaś to klasyczna historia o dojrzewaniu,
przemianie etc., takie prehistoryczne coming-of-age, ale całkiem zgrabnie ujęte.
Jak i zgrabnie ujęte są same postacie.
Ot niepozorna, ale sympatyczna książeczka, z bardzo
ładną okładką. Cieniutkie, acz treściwe. I pozostawiające po sobie sporo
niedosytu, ale to dobrze, bo jednak świadczy o tym, że lektura nawet się udała.
Gdyby tak jeszcze nad tym posiedzieć, dopracować, dopieścić, ale… co tam, daję
kredyt zaufania i polecam, jeśli temat ktoś lubi, a jak aur jeszcze coś
wypuści, chętnie się temu przyjrzę.

Komentarze
Prześlij komentarz