Agni - Karol Kram

PREHISTORYCZNE COMING-OF-AGE

 

Każdy z nas chyba tak ma, że lubiąc jakiś temat, gatunek czy autora, jest w stanie sporo mu wybaczyć. Czasem może więc w nasze ręce trafić dzieło wykonane może i nie najlepiej, ale jednak chętnie przymykamy na to oko i dobrze się bawimy, bo to jednak coś i tak do nas trafiającego. Dokładnie tak miałem z „Agni”, książką napisaną dość niewprawnie, ale jednak traktującą o tematach, które za często się w literaturze nie pojawiają, a ja właśnie te historie o ludach pierwotnych lubię i chętnie po nie sięgam. I dlatego sporo tu wybaczam i mogę powiedzieć, że choć krótko, bawiłem się dobrze.

 

Agni, człowiek pierwotny, Homo erectus. To jego życie śledzimy. Życie pełne zagrożeń, niebezpieczeństw, ale i nadziei. Bo z wszystkim, co się wokół niego dzieje, jest jak z ogniem – może nieść śmierć i zniszczenie, ale być też i źródłem światła i ciepła. Agni swoje przeszedł, wiele wycierpiał, ale i życie wiele dla niego szykuje. Pytanie brzmi – co takiego? I jak zmieni go to wszystko?

 

Ta powieść – a w zasadzie kolejna nowelka, jaką miałem ostatnio okazję czytać, bo zamknięta ledwie na stu stronach z kawałkiem, którą łyka się w kilka godzin – jest nieprawna, jest naznaczana piętnem debiutanckiego pisania, nad którym powinno się jednak nieco dłużej posiedzieć, także redakcyjnie, ale… Vo by nie mówić, „Agni” to takie coś, co jednak zadziałało na paru polach. Nie powiem, duże znaczenie miało wszystko to, co napisałem na początku: że jednak ja temat lubię i mało go jest, więc i chętniej oko przymykam, ale też i sentyment. Bo ja jestem z tych, co za nastolatka zaczytywali się na potęgę fantastyką w magazynach. Dużo tam był polskiej, niewprawnej, jak w „Magazynie Fantastycznym”, który w dużej mierze wydawał się takim nieco punkowym, buntowniczym bratem „Nowej Fantastyki”. Tu nie zawsze musiało być stylistycznie dopracowane, już nawet mając na grzbiecie te piętnaście lat, widziałem tam wiele niedociągnięć, scen, które bym wyrzucił, ale i pasję. Może autorzy nie umieli jeszcze tak bardzo, ale za to nadrabiali energią i chęciami.

 

I podobnie rzecz ma się z „Agni”. Autor może i nie potrafi do końca, jakby chciał, tecyhnicznie ma to i owo do poprawienia i wyrobienia, ale ma pasję, ma energię i chęci. I to czytelnik czuje, udziela się mu – a w konsekwencji docenia. Ja doceniłem. A dzięki temu, że rzecz nie jest rozciągnięta do nie wiadomo jakiej ilości stron, tylko skoncentrowana i konsekwentnie poprowadzona, bez wysilania i udawania, nie nudzi a potrafi zaoferować miłe spędzenie czasu. Niezobowiązujące, ale wypełnione przygodami i zagrożeniami świata prehistorycznego. Świata całkiem nieźle ukazanego, mającego sporo dramatycznych czy emocjonalnych scen. Fabuła zaś to klasyczna historia o dojrzewaniu, przemianie etc., takie prehistoryczne coming-of-age, ale całkiem zgrabnie ujęte. Jak i zgrabnie ujęte są same postacie.

 

Ot niepozorna, ale sympatyczna książeczka, z bardzo ładną okładką. Cieniutkie, acz treściwe. I pozostawiające po sobie sporo niedosytu, ale to dobrze, bo jednak świadczy o tym, że lektura nawet się udała. Gdyby tak jeszcze nad tym posiedzieć, dopracować, dopieścić, ale… co tam, daję kredyt zaufania i polecam, jeśli temat ktoś lubi, a jak aur jeszcze coś wypuści, chętnie się temu przyjrzę.

Komentarze